Dla wielu osób pies jest po prostu domowym zwierzęciem. Dla Dawida Kwiatkowskiego to określenie zdecydowanie nie wystarcza. Wokalista od lat mówi o swoich czworonogach z ogromnym przywiązaniem, ale historia jego relacji z boston terrierem Weedy’m pokazuje, że granica między „psem” a prawdziwym członkiem rodziny może całkowicie się zatrzeć.
Na pierwszy rzut oka wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Dawid po przeprowadzce do Warszawy zaczął odczuwać brak zwierzęcia w domu. Brakowało mu charakterystycznego tupotu łapek, obecności małej istoty kręcącej się gdzieś w pobliżu i poczucia, że ktoś na niego czeka.
Nie był to dla niego pierwszy kontakt z psami.
W dzieciństwie miał dalmatyńczyka, a przez jego rodzinny dom przewijały się również husky i pudel. Jak sam wspominał, dalmatyńczyk potrafił być wyjątkowo niesforny. Był ogromny, trudno było go utrzymać na smyczy, a dodatkowo zdemolował dom. Mimo tego Dawid był do niego bardzo przywiązany.
Później pojawiła się tęsknota.
Kiedy młody wokalista zamieszkał w Warszawie, zrozumiał, że bez psa czegoś mu brakuje. Sam przyznawał, że ma silną potrzebę opiekowania się kimś. Pies miał więc nie tylko wypełnić pustkę w mieszkaniu, ale również stać się jego codziennym towarzyszem.
Wybór nie był jednak przypadkowy.
Dawid brał pod uwagę psa ze schroniska, ale miał świadomość, że zwierzę po trudnych przejściach może wymagać szczególnej opieki. Przy jego intensywnym trybie życia i licznych trasach koncertowych obawiał się, czy byłby w stanie zapewnić mu wszystko, czego potrzebuje. Ostatecznie zdecydował się na boston terriera — rasę, która według niego dobrze pasowała do jego stylu życia i lubi podróżować.
Tak pojawił się Weedy.
Początek ich wspólnej historii wcale nie był jednak idealny.
Szczeniak miał własne pomysły. Pogryzł kilka par butów, ale Dawid nie robił z tego wielkiego problemu. Wiedział, że może się to wydarzyć, dlatego — jak wspominał — miał wtedy na sobie raczej gorsze obuwie, którego nie byłoby mu szkoda.
Ten etap trwał jednak krótko.
Weedy szybko zrozumiał, że bardziej opłaca się być grzecznym. Za dobre zachowanie czekała przecież nagroda, a pies bardzo szybko nauczył się zasad obowiązujących w domu.
Jeszcze większym wyzwaniem był styl życia jego właściciela.
Dawid nie chciał zostawiać Weediego w domu za każdym razem, gdy ruszał w trasę koncertową. Zamiast tego zrobił coś, co pokazuje, jak bardzo zależało mu na tym, aby pies mógł uczestniczyć w jego codzienności.
Koncertowy bus został przystosowany do potrzeb czworonoga.
Zamiast części siedzeń pojawiła się ogromna kanapa, na której Weedy mógł wygodnie leżeć pod kołdrą. W busie znajdowały się jego miski, zabawki i kocyki. Pies zaczął więc podróżować razem z zespołem.
Z czasem stał się jego częścią.
Dawid wspominał, że razem przejechali już około 200 tysięcy kilometrów. Dla Weediego nie liczyło się jednak samo podróżowanie. Największą atrakcją było to, że mógł być ze swoim człowiekiem — podczas prób, koncertów i kolejnych wyjazdów.
A kiedy jednak musieli się rozstać?
Wtedy zaczynała się prawdziwa tęsknota.

Dawid nauczył psa specjalnego zwrotu: „zaraz wracam”. Mówił go nawet wtedy, gdy wychodził tylko na chwilę do sklepu. Chciał, aby Weedy kojarzył te słowa z tym, że jego właściciel rzeczywiście wróci.
Podczas dłuższych wyjazdów pies zostawał u znajomych. Problem polegał na tym, że Dawid bardzo szybko zaczynał za nim tęsknić. Prosił o zdjęcia i filmiki, dopytywał, czy Weedy je i jak się czuje.
A czasami robił coś jeszcze bardziej niezwykłego.
Rozmawiał z nim przez FaceTime.
Kiedy Weedy słyszał głos właściciela, przekrzywiał głowę i nasłuchiwał. Wtedy Dawid wypowiadał swoje uspokajające „zaraz wracam”.
Po powrocie sytuacja wyglądała jeszcze bardziej emocjonalnie. Weedy przez pierwszą godzinę niemal nie odstępował swojego pana, a Dawid sam przyznawał, że nie ma wystarczająco dużo rąk, żeby go wygłaskać.
Jednak najbardziej zaskakujące nie były ani podróże, ani rozmowy przez telefon.
Był nim sposób, w jaki Dawid mówił o znaczeniu psa w swoim życiu.
Weedy miał być dla niego nie tylko źródłem radości. Piosenkarz opowiadał, że pies doskonale wyczuwa jego nastrój. Kiedy ma gorszy dzień, potrafi się do niego przytulić. Wokalista wspominał również swoje wcześniejsze psy, które — jak uważał — pomagały mu pozbywać się złych emocji.
To właśnie dlatego jego zdaniem człowiek powinien dawać psu tyle samo, ile sam od niego otrzymuje.
Dawid mówił, że pies nie powinien być traktowany jak zabawka czy zwierzę, które po prostu biega obok nogi. W jego przekonaniu powinien być traktowany jak prawdziwy przyjaciel.
I właśnie wtedy padają słowa, które najlepiej pokazują jego podejście.
Według Kwiatkowskiego psa powinno się stawiać bardzo wysoko, nawet ponad własnymi potrzebami. Nie dlatego, że zwierzę jest ważniejsze od człowieka w każdej sytuacji, lecz dlatego, że bierze się za nie pełną odpowiedzialność.
Weedy miał zresztą swoje małe luksusy.
Miał własną szafkę z ubraniami. Dawid kupował mu kurtki, świąteczne sweterki i charakterystyczną czerwoną bandankę z napisem „Drużyna Dawida”. Nie chodziło jednak wyłącznie o wygląd. Kwiatkowski podkreślał, że najważniejszy jest komfort psa i że nie zakłada mu ubrań wtedy, gdy Weedy ich nie potrzebuje.
W domu również miał swoje rytuały.
Dawid opowiadał, że w niedzielę zapraszał psa do łóżka i puszczał mu na laptopie „Króla Lwa”. Weedy potrafił przez długi czas patrzeć na ekran, szczególnie zainteresowany scenami ze zwierzętami.
W pewnym momencie można więc zadać pytanie: co jeszcze można zrobić dla psa, który już podróżuje koncertowym busem, ma własną garderobę, ogląda filmy i rozmawia z właścicielem przez internet?
Odpowiedź Kwiatkowskiego okazała się bardzo prosta.
Nie chodziło o kolejną zabawkę.
Nie chodziło o drogi gadżet.
Nie chodziło nawet o najbardziej luksusowe legowisko.
Największe marzenie Dawida dotyczące Weediego było znacznie prostsze.
Chciał podarować mu wielki ogród.
Taki, w którym pies mógłby każdego ranka wybiegać się do woli. Taki, w którym miałby przestrzeń, swobodę i miejsce na codzienną zabawę.
I właśnie ten szczegół najlepiej pokazuje, jak Kwiatkowski postrzegał swoją relację z Weedy’m.
Nie jako właściciel i zwierzę.
Raczej jako dwóch towarzyszy, którzy dzielą ze sobą codzienność.
Bo kiedy zapytano go, co chciałby podarować ukochanemu psu najbardziej, nie wskazał czegoś, co miałoby imponować ludziom.
Wybrał coś, co miałoby uszczęśliwić przede wszystkim jego czworonożnego przyjaciela.
Wielki ogród, w którym Weedy mógłby każdego ranka biegać — właśnie tego Dawid Kwiatkowski chciał dla swojego psa najbardziej.