Mama Anny Przybylskiej po latach zdradziła, co zobaczyła w trumnie córki. Na pożegnanie wystarczyła jej jedna sekunda

Minęło już wiele lat od śmierci Anny Przybylskiej, a mimo to jej nazwisko wciąż wywołuje ogromne emocje. Aktorka odeszła zdecydowanie za wcześnie, mając zaledwie 35 lat. Dla wielu Polaków nadal pozostaje jednak przede wszystkim uśmiechniętą, pełną energii kobietą, którą znali z ekranu i kolejnych ról.

Jej śmierć 5 października 2014 roku była ogromnym ciosem. Anna Przybylska zmagała się z nowotworem trzustki, a ostatnie miesiące jej życia były bardzo trudnym czasem dla całej rodziny. Aktorka pozostawała blisko swoich najbliższych, a jej mama Krystyna była jedną z osób, które towarzyszyły jej w najtrudniejszych chwilach.

Pożegnanie z Anną odbyło się kilka dni później w Gdyni. Na uroczystości pojawiły się tłumy ludzi. Wielu z nich nie znało aktorki osobiście, ale przez lata czuli, jakby była częścią ich życia.

Dla rodziny był to jednak przede wszystkim moment ogromnego bólu.

Krystyna Przybylska po latach zdecydowała się wrócić wspomnieniami do tamtych wydarzeń. W rozmowie ze „Światem Gwiazd” opowiedziała o czymś, o czym wcześniej mówiła bardzo niewiele — o ostatnim pożegnaniu z córką i o chwili, gdy zobaczyła ją w trumnie.

To wspomnienie nadal jest dla niej niezwykle trudne.

Czas nie sprawił, że tęsknota zniknęła. Wręcz przeciwnie. Mama aktorki przyznawała, że codzienne życie wciąż potrafi przypominać jej o Ani. Szczególnie mocno robią to wnuki — dzieci Anny, w których dostrzega cechy swojej córki.

W takich chwilach wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą.

Krystyna Przybylska mówiła również o cmentarzu. Odwiedzając miejsce, w którym spoczywa Anna, wciąż ma trudności z zaakceptowaniem tego, co się wydarzyło.

Jest tam imię i nazwisko jej córki, ale dla matki ten napis wciąż wydaje się czymś niepasującym do rzeczywistości.

Bo jak pogodzić się z myślą, że osoba, która jeszcze niedawno żyła, śmiała się, rozmawiała i wychowywała swoje dzieci, nagle znajduje się za cmentarnym murem?

To pytanie pozostaje bez prostej odpowiedzi.

Anna Przybylska była jedną z najbardziej lubianych polskich aktorek swojego pokolenia. Widzowie szczególnie pokochali ją za rolę Marylki Baki w serialu „Złotopolscy”, w którym pojawiała się przez wiele lat. Jej naturalność, poczucie humoru i charakterystyczny uśmiech sprawiały, że szybko zdobyła sympatię publiczności.

Kiedy zachorowała, starała się chronić swoją prywatność. Jej choroba stała się jednak przedmiotem zainteresowania mediów. W 2013 roku przeszła operację związaną z nowotworem trzustki. W jednym z ostatnich telewizyjnych wystąpień mówiła o walce z natrętnymi fotoreporterami i podkreślała, że nie zamierza się poddawać.

Później jej stan się pogarszał.

Do końca była otoczona najbliższymi. 5 października 2014 roku Anna Przybylska zmarła w swoim domu w Gdyni. Miała zaledwie 35 lat.

Kilka dni później odbył się pogrzeb.

9 października Gdynia pożegnała swoją ukochaną aktorkę. Uroczystości zgromadziły ogromną liczbę osób. Na ulicach pojawiły się białe róże, a w mieście można było zobaczyć banery z fotografią Anny i napisem „Jesteś w naszych sercach”.

Było to niezwykle symboliczne.

Anna była mocno związana z Gdynią. To właśnie tam się urodziła, mieszkała i wychowywała swoje dzieci. Jej pogrzeb stał się więc nie tylko rodzinnym pożegnaniem, ale również wydarzeniem, w którym uczestniczyli mieszkańcy miasta i fani z całej Polski.

Rodzina prosiła wówczas o uszanowanie prywatności. Zwrócono się również z prośbą o nieskładanie kondolencji oraz o nieprzynoszenie kwiatów. Zamiast tego podczas uroczystości prowadzono zbiórkę na gdyńskie hospicjum.

Wszystko odbywało się w atmosferze ogromnego smutku.

Ale najbardziej osobiste wspomnienie pozostało przy rodzinie.

Przez lata Krystyna Przybylska nie opowiadała publicznie szczegółowo o tym, co zobaczyła podczas ostatniego pożegnania. Dopiero po ponad dekadzie zdecydowała się uchylić rąbka tajemnicy.

I właśnie ta część jej wspomnienia jest najbardziej przejmująca.

Można byłoby przypuszczać, że matka chciała długo patrzeć na córkę, zapamiętać każdy szczegół jej twarzy i spędzić przy niej jak najwięcej czasu. W rzeczywistości stało się coś zupełnie innego.

Krystyna Przybylska nie była w stanie długo patrzeć.

Widok córki w trumnie był dla niej zbyt trudny.

Chciała zachować w pamięci inną Annę — tę żywą, uśmiechniętą i pełną energii. Nie chciała, aby ostatni obraz córki przesłonił jej wszystkie wcześniejsze wspomnienia.

Dlatego spojrzała tylko na chwilę.

Jak sama wyznała, zobaczyła Anię w trumnie dosłownie przez sekundę. Najpierw, gdy córkę zabierano z domu, a później jeszcze przez moment w kościele. Potem już nie chciała patrzeć.

To właśnie dlatego po latach Krystyna Przybylska woli wracać do wspomnień o córce takiej, jaką była za życia.

Dla niej Anna nie jest kobietą z cmentarnego nagrobka ani wspomnieniem związanym wyłącznie z chorobą.

Pozostaje córką.

Mamą trójki dzieci.

Aktorką, którą pokochała cała Polska.

I przede wszystkim — ukochaną Anią, którą chce pamiętać żywą.

Ta jedna sekunda wystarczyła, aby się pożegnać. Potem Krystyna Przybylska zrobiła coś, co dla wielu osób może być trudne do zrozumienia, ale dla niej miało ogromne znaczenie: świadomie wybrała, aby ostatnim obrazem córki w jej pamięci nie był widok z trumny, lecz Anna taka, jaką znała przez całe życie — uśmiechnięta, pełna energii i obecna.

Mama Anny Przybylskiej nie chce pomników dla córki. Zdradza powód

Videos from internet