Na leczenie Adriana Szymaniaka Polacy zebrali miliony. Po jego śmierci rodzina ujawniła, co stanie się z pieniędzmi

Przez wiele miesięcy tysiące osób wierzyło, że ta historia będzie miała inne zakończenie. Adrian Szymaniak walczył o życie, a jego historia poruszyła ogromną liczbę Polaków. Kiedy pojawiła się informacja o kosztownym leczeniu, pomoc zaczęła napływać niemal natychmiast. Ludzie wpłacali pieniądze, udostępniali zbiórkę i przekazywali dalej historię mężczyzny znanego z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”.

W pewnym momencie kwota zebrana na jego leczenie zaczęła rosnąć w zawrotnym tempie. Dla rodziny każda kolejna wpłata była nie tylko pieniędzmi, ale przede wszystkim sygnałem, że Adrian nie jest sam. Wokół niego powstała ogromna społeczność ludzi, którzy wierzyli, że intensywne leczenie pozwoli mu jeszcze długo cieszyć się życiem.

Niestety, 5 września 2026 roku wszystko się zmieniło. Adrian Szymaniak zmarł po długiej walce z glejakiem IV stopnia. Miał 39 lat. Informację o jego odejściu przekazała żona, Anita Szydłowska, prosząc jednocześnie o ciszę i uszanowanie prywatności rodziny.

Wraz z wiadomością o śmierci Adriana pojawiło się pytanie, które nurtowało wiele osób. Co stanie się ze środkami zgromadzonymi podczas zbiórki?

To nie była symboliczna kwota. Na leczenie udało się zebrać ponad 2,5 mln zł. Pieniądze miały pomóc Adrianowi w walce z wyjątkowo trudną chorobą i sfinansować terapię, której koszty były dla rodziny ogromnym obciążeniem.

Dla wielu osób, które dokonywały wpłat, była to forma realnej pomocy. Niektórzy przekazywali niewielkie kwoty, inni zdecydowali się na większe wsparcie. Łączył ich jeden cel — dać Adrianowi szansę na kolejne miesiące i lata życia.

Historia jego choroby od początku była bardzo trudna. Adrian po raz pierwszy poinformował o diagnozie w 2025 roku. Później przeszedł intensywne leczenie, w tym operacje, radioterapię i chemioterapię. Relacjonował kolejne etapy walki, dzięki czemu wiele osób mogło obserwować jego codzienność i lepiej zrozumieć, z czym się mierzył.

Nie ukrywał przed obserwatorami trudnych momentów. Jednocześnie próbował zachować nadzieję. Wraz z żoną szukał kolejnych możliwości leczenia, a ogromne zainteresowanie zbiórką pokazało, że jego historia dotarła do ludzi w całej Polsce.

Początkowo pieniądze rosły niemal z godziny na godzinę. Wcześniejsze informacje o zbiórce mówiły o ponad milionie złotych zebranym w ciągu zaledwie jednej doby. Z czasem suma przekroczyła 2,5 mln zł.

Dla rodziny była to ogromna pomoc. Każda kolejna złotówka oznaczała możliwość kontynuowania leczenia i poszukiwania następnych rozwiązań.

Nikt jednak nie przypuszczał, że pieniądze zgromadzone z taką nadzieją ostatecznie nie zostaną wykorzystane w sposób, w jaki pierwotnie planowano.

Po śmierci Adriana sytuacja całkowicie się zmieniła. Rodzina musiała nie tylko zmierzyć się z ogromną stratą, ale również podjąć decyzję dotyczącą zgromadzonych środków.

Nie było to łatwe zadanie. Za każdą wpłatą kryła się przecież konkretna osoba, która chciała pomóc Adrianowi. Pieniądze były przekazywane z myślą o jego leczeniu. Wiele osób mogło więc zastanawiać się, czy środki zostaną zwrócone, czy też zostaną przeznaczone na inny cel.

Rodzina nie pozostawiła jednak tej kwestii bez odpowiedzi.

W aktualizacji zamieszczonej na stronie zbiórki bliscy Adriana zwrócili się do wszystkich osób, które przez ostatnie miesiące wspierały jego walkę. Podziękowali za ogromną pomoc i zaangażowanie, jakie otrzymali od ludzi z całej Polski.

W tym krótkim komunikacie znalazła się również informacja dotycząca przyszłości pieniędzy.

I właśnie ten fragment sprawił, że historia zbiórki otrzymała zupełnie nowe znaczenie.

Bliscy Adriana zdecydowali, że zgromadzone środki nie zostaną po prostu pozostawione bez celu. Mają posłużyć innym osobom, które nadal walczą z chorobami nowotworowymi i wciąż mają szansę na skuteczne leczenie.

Rodzina przekazała, że dzięki zebranym pieniądzom będzie mogła również pomagać innym osobom zmagającym się z nowotworami.

To oznacza, że środki, które początkowo miały dać Adrianowi kolejną szansę, mogą teraz pomóc komuś innemu.

Decyzja jest szczególnie poruszająca, ponieważ zbiórka od samego początku była związana z nadzieją. Ludzie wpłacali pieniądze, wierząc, że uda się uratować konkretnego człowieka. Dziś ta sama pomoc może zostać przekazana dalej.

Adrian Szymaniak o objawach glejaka: przecierałem oczy ze zdumienia

Dla rodziny Adriana z pewnością nie jest to łatwy moment. Z jednej strony muszą przeżywać żałobę po ukochanym mężu, ojcu i synu. Z drugiej strony wiedzą, że wokół jego historii zgromadziły się tysiące osób, które chciały zrobić coś dobrego.

Właśnie dlatego informacja o przeznaczeniu pieniędzy może być dla wielu darczyńców ważna. Pokazuje bowiem, że ich pomoc nie musi zakończyć się wraz ze śmiercią Adriana.

Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, była częścią ogromnej społecznej mobilizacji. W ciągu miesięcy udało się zgromadzić kwotę przekraczającą 2,5 mln zł.

Adrian nie doczekał jednak momentu, w którym mógłby wykorzystać te pieniądze w walce z chorobą.

5 września jego żona poinformowała o śmierci. Rodzina podkreśliła, że chce pożegnać go w ciszy, bez udziału mediów. Pogrzeb miał mieć wyłącznie rodzinny i prywatny charakter.

W ostatnich miesiącach życia Adrian nie przestawał walczyć. Jego historia była dla wielu osób dowodem na to, jak ogromną siłę może mieć człowiek, kiedy otrzymuje wsparcie innych.

Dlatego wiadomość o jego śmierci była tak trudna dla osób, które przez długi czas obserwowały jego historię.

Wraz z odejściem Adriana zakończyła się jego osobista walka. Nie oznacza to jednak końca dobra, które pojawiło się wokół niego.

I właśnie tutaj pojawia się najważniejsza informacja dotycząca pieniędzy.

Bliscy Adriana zdecydowali, że środki zebrane na jego leczenie zostaną wykorzystane także po jego śmierci — mają pomóc innym osobom chorym na nowotwory, które nadal mają szansę na walkę z chorobą.

To właśnie dzięki temu ogromne zaangażowanie darczyńców nie pójdzie na marne.

Pieniądze, które miały być nadzieją dla Adriana, mogą stać się nadzieją dla kolejnych osób. Być może dla kogoś, kto właśnie usłyszał trudną diagnozę. Być może dla rodziny, która dopiero zaczyna szukać możliwości leczenia i nie wie jeszcze, skąd zdobyć środki.

W ten sposób historia Adriana Szymaniaka nie kończy się wyłącznie smutkiem.

Pozostaje po nim również coś, co może pomóc innym.

I być może właśnie to jest najbardziej poruszającą częścią całej historii — miliony złotych, które Polacy zebrali z myślą o jednym człowieku, mogą teraz dać kolejnym osobom coś bezcennego: czas, możliwość leczenia i nadzieję, której Adrian tak bardzo potrzebował.

Videos from internet