„Nie czekam już na cud”: Elżbieta Zapendowska szczerze o swoim zdrowiu. Te słowa trudno zapomnieć

Przez lata była jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego świata muzyki. Elżbieta Zapendowska nie potrzebowała wielkich gestów ani efektownych występów, żeby przyciągać uwagę. Wystarczyło kilka zdań, trafna uwaga i charakterystyczny sposób komentowania występów, by widzowie doskonale wiedzieli, czego mogą się po niej spodziewać. Jako specjalistka od emisji głosu i jurorka popularnych programów muzycznych przez lata oceniała innych. Tym razem jednak uwaga skierowała się na nią samą.

Powodem stały się informacje o jej zdrowiu. W ostatnim czasie coraz częściej pojawiały się pytania o to, jak dziś radzi sobie kobieta, która przez dziesięciolecia była niezwykle aktywna zawodowo. Jej sytuacja zmieniła się, a codzienność nie wygląda już tak jak dawniej.

Zapendowska nigdy nie należała do osób, które lubią przedstawiać siebie jako bezradną. Wręcz przeciwnie. Nawet kiedy mówi o trudnościach, stara się zachować dystans i charakterystyczne poczucie humoru. To właśnie dlatego jej najnowsze słowa mogą robić tak duże wrażenie. Nie ma w nich próby wywołania współczucia. Jest za to szczerość i pogodzenie się z rzeczywistością.

Elżbieta Zapendowska od lat zmaga się przede wszystkim z poważnymi problemami ze wzrokiem. Choroba stopniowo ogranicza jej możliwości. Kobieta, która przez dużą część życia funkcjonowała niezwykle aktywnie, musi dziś brać pod uwagę rzeczy, o których wcześniej prawdopodobnie nawet nie myślała.

Jednym z najbardziej wymownych momentów był jej udział w uroczystościach pogrzebowych Stanisława Soyki. Zapendowska pojawiła się tam na wózku. Widok ten zwrócił uwagę wielu osób, ponieważ przez lata publiczność przyzwyczaiła się do jej zdecydowanej postawy i ogromnej energii.

Nie oznaczało to jednak, że całkowicie przestała chodzić. Sama wyjaśniała, że nadal stara się poruszać o własnych siłach, dopóki jest to możliwe. Wózek był w tym przypadku przede wszystkim pomocą podczas szczególnie wymagającej sytuacji. Na cmentarzu, przy dużej liczbie osób i konieczności pokonania większego dystansu, takie rozwiązanie dawało jej po prostu większe bezpieczeństwo i możliwość uczestniczenia w ważnej dla niej uroczystości.

To właśnie ten szczegół pokazuje, jak bardzo zmieniła się jej codzienność. Nie chodzi wyłącznie o samą chorobę. Chodzi o konieczność dostosowania życia do nowych możliwości.

Zapendowska nie ukrywa również, że nie wszystko jest już tak proste jak dawniej. Przyznała, że ma osobę, która pomaga jej w codziennych sprawach. Dzięki temu może nadal funkcjonować i zajmować się tym, co jest dla niej ważne.

Mimo problemów nie zamierza jednak pozwolić, aby choroba całkowicie odebrała jej radość życia. W jej wypowiedziach bardzo wyraźnie słychać charakter, który publiczność zna od lat. Zamiast dramatyzować, potrafi żartować nawet z własnych ograniczeń. To sposób, który pozwala jej zachować niezależność psychiczną, nawet jeśli fizycznie musi mierzyć się z coraz większymi ograniczeniami.

Szczególnie mocno wybrzmiewają jej słowa dotyczące wzroku. Zapendowska mówi wprost, że nie liczy już na nagłą poprawę i nie oczekuje cudu. Jej choroba znajduje się na takim etapie, że możliwości leczenia operacyjnego są bardzo ograniczone. Sama podkreśla, że żadna operacja nie przywróci jej dawnej sprawności widzenia.

To właśnie tutaj kryje się najtrudniejsza część jej historii.

Przez wiele lat była osobą, która patrzyła na innych i bez wahania mówiła, co jest dobre, a co wymaga poprawy. Jej zawodowym narzędziem był głos, słuch, doświadczenie i obserwacja. Dziś jednym z największych wyzwań stało się coś tak podstawowego jak możliwość dokładnego widzenia otoczenia.

Zapendowska przyznała, że zdarzają się jej gorsze momenty. Nie udaje więc, że wszystko jest łatwe. Jednocześnie po trudniejszych dniach przychodzą kolejne, lepsze. I właśnie tej zmienności nauczyła się akceptować.

Jej podejście może być dla wielu osób zaskakujące. Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, co straciła, stara się zauważać to, co jeszcze może zrobić. Nadal chce uczestniczyć w ważnych wydarzeniach, spotykać ludzi i pozostawać blisko świata, z którym związana była przez całe życie.

Nie bez znaczenia jest również jej stosunek do własnego wieku. Zapendowska potrafi mówić o sobie z ironią i dystansem. Nie ukrywa, że zdrowie zaczęło stawiać przed nią kolejne ograniczenia, ale nie chce, aby inni patrzyli na nią wyłącznie przez pryzmat choroby.

To szczególnie ważne, ponieważ jej publiczny wizerunek przez lata opierał się na sile charakteru. Była jurorką, której komentarze potrafiły rozbawić, zirytować, a czasami również zmusić uczestników do większego wysiłku. Widzowie znali ją jako osobę bezpośrednią, wymagającą i niezwykle pewną siebie.

Dzisiaj ta sama kobieta musi nauczyć się funkcjonować w zupełnie innych warunkach.

Elżbieta Zapendowska o swoim stanie zdrowia. "Tu już nic nie da się zrobić"

I choć mogłoby się wydawać, że takie ograniczenia odbiorą jej energię, Zapendowska pokazuje coś zupełnie innego. Jej największą bronią pozostaje poczucie humoru. Sama uważa, że właśnie ono pomaga jej przechodzić przez trudniejsze chwile. Nie chce użalać się nad sobą. Woli zachować dystans i żyć tak normalnie, jak tylko pozwala jej na to zdrowie.

Dla osób, które pamiętają ją z telewizji, może to być szczególnie poruszające. Kobieta, która przez lata siedziała w jury i oceniała innych, sama znalazła się dziś w sytuacji, w której musi mierzyć się z ograniczeniami, których nie da się po prostu „poprawić” kolejną radą.

Najbardziej przejmujące nie są jednak zdjęcia z wózka ani informacje o trudnościach w codziennym funkcjonowaniu. Najmocniej pozostają w pamięci jej własne słowa o tym, że nie będzie nagłego powrotu do dawnego wzroku.

To właśnie wtedy cała historia nabiera zupełnie innego znaczenia.

Elżbieta Zapendowska wie, że musi żyć z rzeczywistością, której nie da się łatwo zmienić. Wie również, że nie wszystko można naprawić operacją. I właśnie dlatego zamiast czekać na cud, wybiera coś znacznie trudniejszego — zaakceptowanie sytuacji i dalsze życie na własnych zasadach.

Mimo problemów nadal stara się chodzić, korzysta z pomocy, kiedy jej potrzebuje, i nie rezygnuje z ważnych dla siebie chwil. A kiedy pojawia się gorszy dzień, jak sama daje do zrozumienia, później przychodzi kolejny. I wtedy znów próbuje „fiknąć” do przodu.

Być może właśnie to jest dziś najważniejsze w historii Elżbiety Zapendowskiej. Nie sama choroba, lecz sposób, w jaki postanowiła z nią żyć. Zamiast prosić o litość, zachowuje humor. Zamiast udawać, że problemu nie ma, mówi o nim otwarcie. A zamiast czekać na niemożliwy cud, koncentruje się na tym, co wciąż może zrobić.

I dopiero pod koniec jej historii pada najważniejsze przesłanie: nie odzyska już dawnego wzroku, ale nie oznacza to, że zamierza zrezygnować z życia. To właśnie ta postawa sprawia, że mimo upływu lat i coraz większych ograniczeń Elżbieta Zapendowska nadal pozostaje kobietą, której trudno nie podziwiać.

Videos from internet