Małgorzata Potocka przez lata przyzwyczaiła swoich widzów do energii, scenicznej siły i niezwykłej aktywności. Jesienią 2020 roku jej codzienność nagle jednak całkowicie się zmieniła. Zamiast prób i przygotowań do kolejnego przedstawienia znalazła się w szpitalu, gdzie musiała zmierzyć się z poważnymi problemami zdrowotnymi.
Aktorka i reżyserka zachorowała na COVID-19. Początkowo nic nie wskazywało na to, jak trudny będzie przebieg choroby. Sytuacja jednak stopniowo się pogarszała, a Potocka trafiła do szpitala.
W tym czasie jej życie zawodowe było wyjątkowo intensywne. Artystka przygotowywała spektakl „Broadway-Warszawa”, którego premiera była zaplanowana na listopad. Próby trwały, a Potocka miała przed sobą kolejne zawodowe wyzwania. Nagle wszystko musiało zostać odłożone.
Powodem był koronawirus.
Do zakażenia doszło po tym, jak okazało się, że jedna z tancerek pracujących przy przedstawieniu miała COVID-19. Wkrótce również Potocka otrzymała pozytywny wynik testu.
Choroba nie przebiegała u niej łagodnie. Pojawiły się problemy z oddychaniem, silny kaszel i ogromne osłabienie. Konieczna była hospitalizacja oraz tlenoterapia.
Dla osoby tak aktywnej jak Potocka pobyt w szpitalu był ogromną zmianą. Jeszcze niedawno zajmowała się teatrem, próbami i przygotowaniami do premiery. Teraz jej najważniejszym zadaniem stało się odzyskanie sił.
Każdy kolejny dzień przynosił niepewność.
Artystka otwarcie mówiła o swoim stanie i nie ukrywała, że sytuacja była dla niej bardzo trudna. Szczególnie przerażające były momenty, kiedy pojawiały się problemy z oddychaniem. Potocka musiała korzystać z tlenu, a lekarze monitorowali jej stan.
Nie był to dla niej pierwszy poważny problem zdrowotny.
W przeszłości przeszła skomplikowaną operację serca. Wykonano u niej zabieg związany z ciężką wadą serca oraz wymieniono zastawkę aortalną. Dlatego zakażenie koronawirusem było dla niej dodatkowym obciążeniem.
Potocka zdawała sobie sprawę, że jej wcześniejsze problemy kardiologiczne mogą mieć znaczenie podczas walki z infekcją. Tym bardziej nie była w stanie przewidzieć, jak rozwinie się choroba.
Mimo wszystko starała się myśleć o przyszłości.
Wciąż wracała myślami do teatru i swojej pracy. „Broadway-Warszawa” był dla niej ważnym projektem, nad którym pracowała przez długi czas. Nawet podczas pobytu w szpitalu chciała wierzyć, że uda jej się wrócić do normalnego życia i ponownie stanąć przed publicznością.
Jednocześnie nie ukrywała strachu.
To właśnie ten element jej historii szczególnie mocno pokazuje, jak poważnie odbierała wtedy swój stan. Z jednej strony była osoba przyzwyczajona do występów, pracy i podejmowania decyzji. Z drugiej — pacjentka, która nagle znalazła się w sytuacji, w której własne zdrowie stało się największą niewiadomą.
Potocka mówiła o lęku przed tym, że może przestać oddychać.
Było to jedno z najbardziej przejmujących wyznań związanych z jej pobytem w szpitalu. Problemy z oddychaniem sprawiały, że trudno było jej zachować spokój. Wiedziała, że choroba zaatakowała jej organizm znacznie mocniej, niż początkowo można było przypuszczać.
Mimo tego nie chciała rezygnować z planów.
Myśl o powrocie na scenę była dla niej ważnym źródłem nadziei. Artystka chciała wierzyć, że po zakończeniu leczenia znów będzie mogła zajmować się teatrem, spotykać z zespołem i przygotowywać kolejne przedstawienia.
W tamtym momencie nikt jednak nie mógł dokładnie powiedzieć, ile potrwa jej powrót do zdrowia.
Potocka spędziła w szpitalu kolejne dni, otrzymując leki, kroplówki i tlen. Jej organizm potrzebował czasu, aby poradzić sobie z infekcją.
Sytuacja była szczególnie trudna również dlatego, że pandemia całkowicie zmieniła funkcjonowanie teatrów i świata kultury. Wiele wydarzeń odwoływano lub przekładano, a artyści musieli mierzyć się z niepewnością dotyczącą przyszłości. Dla Potockiej problemy zawodowe zeszły jednak na dalszy plan. Najważniejsze stało się zdrowie.
Dopiero z perspektywy czasu można było zobaczyć, jak ważnym momentem był dla niej ten pobyt w szpitalu.
Na początku wszystko koncentrowało się wokół choroby i oddychania. Potocka musiała skupić się na leczeniu i regeneracji. Jej wcześniejsze plany zawodowe mogły poczekać.
Jednak myśl o scenie nie zniknęła.
To właśnie ona dawała jej poczucie, że po zakończeniu tej trudnej walki będzie jeszcze na co czekać. Potocka chciała wrócić do swojej pracy i ponownie znaleźć się w świecie teatru.
Najbardziej przejmujące słowa padły jednak wtedy, gdy opowiadała o swoim strachu. Nie próbowała udawać, że nic się nie dzieje. Przyznała, że boi się, iż przestanie oddychać.
Dla jej wielbicieli musiało to być szczególnie mocne wyznanie. Kobieta znana ze scenicznej energii nagle pokazała zupełnie inną, bardzo kruchą stronę swojego życia.
A wszystko zaczęło się od pozornie zwykłego zakażenia koronawirusem.
Potocka miała jednak dodatkowe obciążenie w postaci wcześniejszej operacji serca. Właśnie dlatego jej pobyt w szpitalu budził tak duży niepokój.
Najważniejsze szczegóły swojej historii ujawniła dopiero w opowieści o chorobie: była już trzeci tydzień w szpitalu, potrzebowała tlenu, zmagała się z kaszlem i trudnościami w oddychaniu, a jednocześnie bardzo chciała wrócić do pracy.
Jej największym pragnieniem było odzyskanie zdrowia i powrót na scenę.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, kiedy będzie to możliwe. Wiedziała natomiast jedno — nie chciała rezygnować ze swoich planów. Nawet w najtrudniejszych chwilach myślała o teatrze, widzach i kolejnym spotkaniu z publicznością.
Historia Małgorzaty Potockiej pokazała więc nie tylko ciężki przebieg choroby, ale również drugą stronę życia artystki. Za scenicznym wizerunkiem silnej i pełnej energii kobiety znalazła się osoba, która w szpitalnej sali zwyczajnie bała się o swoje życie.
I właśnie to szczere wyznanie o strachu przed utratą oddechu stało się jednym z najbardziej osobistych momentów jej historii związanej z chorobą.
