Paulina Smaszcz ostro o wizytach synów u Macieja Kurzajewskiego: „Jakby tam był dwór królewski” — co działo się za zamkniętymi drzwiami?

Relacje między Pauliną Smaszcz a Maciejem Kurzajewskim od dawna budzą zainteresowanie mediów. Choć od zakończenia ich małżeństwa minęło już kilka lat, emocje związane z przeszłością byłych małżonków wielokrotnie powracały. Tym razem uwagę zwróciły słowa Pauliny dotyczące ich dwóch synów oraz ich wizyt w domu ojca.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że chodzi o zwyczajne rodzinne sprawy. Dorosłe dzieci utrzymują kontakt z obojgiem rodziców, odwiedzają ich i układają własne życie. Jednak w wypowiedzi Pauliny Smaszcz pojawił się szczegół, który sprawił, że temat szybko stał się znacznie bardziej interesujący.

Była żona Macieja Kurzajewskiego opowiedziała bowiem, jak — według jej relacji — miały wyglądać wizyty synów u ojca.

I użyła przy tym bardzo charakterystycznego porównania.

Historia Pauliny Smaszcz i Macieja Kurzajewskiego rozpoczęła się wiele lat temu. Para przez ponad dwie dekady była małżeństwem i doczekała się dwóch synów — Franciszka oraz Juliana. Po rozwodzie ich drogi prywatne się rozeszły, jednak jako rodzice nadal pozostawali związani wspólnymi dziećmi.

Z czasem media zaczęły coraz częściej interesować się ich życiem osobistym. Szczególną uwagę przyciągnęła relacja Macieja Kurzajewskiego z Katarzyną Cichopek. Kiedy ich związek został publicznie ujawniony, wokół całej sytuacji pojawiło się wiele komentarzy.

Paulina Smaszcz również wielokrotnie zabierała głos.

Jej wypowiedzi nie ograniczały się jednak wyłącznie do samego związku byłego męża. W centrum jej zainteresowania znajdowali się także synowie. Podkreślała, że zależy jej na ich relacji z ojcem i że nie chce, aby musieli wybierać pomiędzy rodzicami.

Jednocześnie twierdziła, że pewne sytuacje związane z życiem rodzinnym bardzo ją poruszyły.

W jednym z wywiadów opowiedziała między innymi o fotografiach rodzinnych, które — według jej relacji — miały znikać ze ścian domu Macieja, kiedy pojawiała się tam Katarzyna Cichopek. Smaszcz twierdziła również, że jej synowie mieli w określonych sytuacjach nie przychodzić do domu ojca.

To były bardzo mocne słowa.

Jednak jeszcze bardziej charakterystyczna okazała się wypowiedź dotycząca sposobu umawiania wizyt.

Paulina Smaszcz została zapytana o to, skąd posiada informacje na temat sytuacji w domu byłego męża. Odpowiedziała, że dowiaduje się o nich od swoich synów. Jednocześnie zaznaczyła, że sama nie odwiedza Macieja i nie zamierza utrzymywać z nim bezpośredniego kontaktu.

Właśnie wtedy rozmowa przybrała zupełnie inny ton.

Smaszcz stwierdziła, że jej synowie mieli być zobowiązani do wcześniejszego zapowiadania swoich wizyt u ojca. W jej ocenie nie mogli po prostu pojawić się w jego domu bez wcześniejszego ustalenia tego z nim.

I właśnie ten element sprowokował jej ironiczną uwagę.

Porównała sytuację do wizyty w miejscu, w którym obowiązują wyjątkowo formalne zasady. Powiedziała, że synowie muszą zapowiadać się u ojca „jakby tam był dwór królewski”.

Jedno zdanie wystarczyło, aby wypowiedź zaczęła żyć własnym życiem.

Nie chodziło już tylko o zwykłe rodzinne spotkania. W tle pojawiło się pytanie, dlaczego — według relacji Smaszcz — dorosłe dzieci miały wcześniej ustalać z ojcem swoje wizyty.

Maciej Kurzajewski i Paulina Smaszcz przedstawiali wówczas sytuację z własnych perspektyw, dlatego należy pamiętać, że opisywane zarzuty i oceny były elementem publicznego konfliktu i nie powinny być traktowane jako niezależnie potwierdzone fakty.

Mimo to wypowiedź Pauliny odbiła się szerokim echem.

Była żona prezentera podkreślała jednocześnie, że nigdy nie chciała, aby jej synowie odwrócili się od ojca. Wręcz przeciwnie — zaznaczała, że dzieci z rozbitych rodzin nadal mogą kochać oboje rodziców i nie powinny być zmuszane do opowiadania się po którejkolwiek stronie.

To ważny element całej historii.

Bo z jednej strony Smaszcz publicznie krytykowała zachowanie byłego męża, a z drugiej deklarowała, że jej synowie powinni zachować relację z ojcem.

W jednej z wypowiedzi mówiła wręcz, że zawsze przedstawiała swoim dzieciom sytuację w taki sposób, że ich ojciec „się zagubił”. Podkreślała również, że nigdy nie nakazywała im odwrócić się od niego.

Jednocześnie Smaszcz stanowczo zaznaczała, że nie zamierza pozwalać na ataki dotyczące jej prywatnego życia i rodziny.

W tamtym okresie konflikt byłego małżeństwa coraz częściej przenosił się do przestrzeni publicznej. Media śledziły kolejne wypowiedzi, a internauci komentowali niemal każdy nowy szczegół.

Sama Paulina twierdziła, że nie chodzi jej o zniszczenie byłego męża, lecz o prawdę i o sytuacje, które — jej zdaniem — dotyczyły również ich dzieci.

Co ciekawe, w tej samej rozmowie pojawił się również temat telewizji.

Maciej Kurzajewski był wówczas związany z programem „Pytanie na śniadanie”, gdzie występował między innymi u boku Katarzyny Cichopek. Paulina Smaszcz przyznała, że sama nie ogląda tego programu.

Jak tłumaczyła, ma własne projekty, pracę i inne zajęcia, którym poświęca swój czas. Wspomniała także o wspieraniu swojej mamy, synów i synowej.

Na tym jednak historia się nie kończy.

Najbardziej interesujący pozostawał bowiem wątek dotyczący samych synów. Franciszek i Julian byli już wtedy dorośli, a ich relacja z obojgiem rodziców miała własną dynamikę. Paulina wielokrotnie podkreślała, że nie chce mówić w ich imieniu ani zmuszać ich do publicznego opowiadania się po którejkolwiek stronie.

To właśnie dlatego jej słowa o wizytach u ojca wywołały tak dużo zainteresowania.

Nie chodziło wyłącznie o jedno zdanie. Za nim kryła się znacznie większa historia: rozwód, nowy związek Macieja, rodzinne napięcia, dzieci znajdujące się pomiędzy rodzicami oraz pytania o to, jak w takich sytuacjach wygląda codzienne życie rodziny.

I dopiero pod koniec rozmowy wybrzmiało to, co najbardziej przyciągnęło uwagę.

Paulina Smaszcz nie powiedziała, że jej synowie zerwali kontakt z ojcem. Nie twierdziła również, że chce ich od niego odsunąć. Wręcz przeciwnie — wyraźnie zaznaczała, że dzieci powinny mieć możliwość kochania obojga rodziców.

Jej największą pretensją była natomiast — według jej relacji — sama forma kontaktu z ojcem.

To właśnie wtedy padło porównanie, które zapamiętały media.

„Muszą się zapowiadać u ojca, jakby tam był dwór królewski” — powiedziała ironicznie Paulina Smaszcz.

Jedno zdanie stało się symbolem całej wypowiedzi.

Za ironicznym komentarzem kryła się jednak znacznie bardziej skomplikowana sytuacja rodzinna. Dla osób z zewnątrz mogła wyglądać jak kolejna medialna wymiana zdań. Dla rodziców i ich dzieci była to część prywatnego życia, które przez lata stopniowo przenikało do przestrzeni publicznej.

I właśnie dlatego ta historia do dziś wzbudza zainteresowanie.

Nie przez samo określenie „dwór królewski”, ale przez pytanie, które pojawiło się w tle: dlaczego — według słów Pauliny — synowie mieli wcześniej zapowiadać swoje wizyty u własnego ojca?

Na to pytanie w tamtym materiale nie pojawiła się odpowiedź z drugiej strony. Pozostała więc przede wszystkim relacja Pauliny Smaszcz i jej własna ocena sytuacji.

Jedno jest pewne: jej słowa pokazały, że za medialnymi doniesieniami o znanych osobach często kryją się zwyczajne, choć bardzo trudne rodzinne emocje. A w przypadku Pauliny Smaszcz i Macieja Kurzajewskiego ich publiczny konflikt przez długi czas sprawiał, że nawet pozornie niewielkie szczegóły dotyczące rodziny natychmiast przyciągały uwagę.

Videos from internet