Śmierć Adriana Szymaniaka poruszyła tysiące osób, które poznały go dzięki programowi „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Przez wiele miesięcy widzowie śledzili jego walkę z ciężką chorobą i kolejne informacje dotyczące jego stanu zdrowia. Kiedy 5 września 2026 roku jego żona Anita Szydłowska-Szymaniak poinformowała o jego śmierci, rodzina poprosiła przede wszystkim o spokój i uszanowanie prywatności.
Adrian miał 39 lat. Od ponad roku zmagał się z glejakiem IV stopnia. Przeszedł leczenie, kolejne operacje i terapie, a jego historia przez długi czas była obserwowana przez internautów, którzy wspierali go również finansowo. Ostatecznie choroba okazała się silniejsza.
Po jego śmierci bliscy stanęli przed niezwykle trudnym zadaniem — pożegnaniem człowieka, o którego życie walczyli jeszcze niedawno.
Nikt chyba nie spodziewał się jednak, że już dzień później w przestrzeni publicznej pojawi się rodzinny spór dotyczący ostatnich tygodni życia Adriana oraz miejsca jego pochówku.
Głos zabrała jego mama, Małgorzata Błażewicz. W emocjonalnych wpisach zwróciła się do internautów z apelem o uszanowanie — jak twierdziła — ostatniej woli syna. Kobieta nie zgadzała się z decyzją dotyczącą miejsca, w którym Adrian miał zostać pochowany.
Według jej relacji ceremonia miała odbyć się w Żołędowie, podczas gdy Adrian miał wcześniej wyrażać życzenie, aby spocząć w rodzinnym grobowcu w Policach, obok bliskich. Matka podkreślała, że chodzi o jej jedynego syna i prosiła o pomoc w doprowadzeniu do zmiany decyzji.
To właśnie kwestia miejsca pochówku stała się początkiem publicznego konfliktu.
Małgorzata Błażewicz przekonywała, że decyzja dotycząca pogrzebu została podjęta bez konsultacji z nią. W jej ocenie nie odpowiadała ona temu, czego Adrian miał chcieć za życia.
Jej wpisy szybko zaczęły być komentowane w mediach. Pojawiły się pytania o relacje pomiędzy matką zmarłego a jego żoną oraz o to, jak naprawdę wyglądały ostatnie miesiące życia Adriana.
Wtedy po raz pierwszy zdecydowała się odpowiedzieć Anita.
Wdowa po Adrianie nie pozostawiła tych zarzutów bez reakcji. Opublikowała obszerne oświadczenie, w którym wyraźnie zaznaczyła, że informacje przedstawiane przez matkę jej zmarłego męża nie odpowiadają rzeczywistości.
Anita podkreśliła, że chodzi nie tylko o kwestię pogrzebu. Jej zdaniem w przestrzeni medialnej pojawiła się jednostronna wersja wydarzeń dotycząca prywatnego życia Adriana, jego relacji rodzinnych, ostatnich tygodni choroby, a także rzekomej ostatniej woli.
Wdowa zaznaczyła, że przedstawiane informacje nie były z nią uzgadniane. Nie zamierzała jednak wdawać się w publiczną wymianę oskarżeń.
„Nie będziemy uczestniczyć w medialnym konflikcie” — taki był sens jej stanowiska. Jednocześnie dała do zrozumienia, że pewnych granic nie zamierza pozwolić przekraczać.
Szczególnie mocno Anita zareagowała na jeszcze jedną kwestię.
Chodziło o zdjęcia Adriana wykonane podczas pobytu w szpitalu.
Dla wdowy ich publikowanie było wyjątkowo bolesne. Podkreśliła, że jej mąż znajdował się wtedy w bardzo ciężkim stanie i nie mógł w pełni świadomie decydować o tym, jak jego wizerunek będzie później wykorzystywany.
Anita uznała publikowanie takich fotografii za naruszenie jego godności, prywatności i prawa do zachowania intymności w najtrudniejszym okresie choroby. Zwróciła się również do mediów i internautów z prośbą, aby nie powielać materiałów, których Adrian sam nie chciałby publicznie udostępniać.
To właśnie ten fragment jej oświadczenia wywołał szczególnie dużo emocji.

Dla rodziny zdjęcia ze szpitala nie były zwykłymi fotografiami. Były zapisem ostatniego, bardzo trudnego etapu choroby. Anita chciała, aby po śmierci męża pozostała przede wszystkim pamięć o nim jako o człowieku, mężu i ojcu, a nie obrazy przedstawiające go w najgorszym momencie.
Jednocześnie wdowa przedstawiła własną wersję dotyczącą miejsca pochówku.
Według niej decyzja o pochowaniu Adriana w Żołędowie nie była przypadkowa. Miejsce to miało być związane z przyszłością, którą małżonkowie planowali wspólnie. To tam chcieli budować swój dom i dalsze życie.
Anita podkreśliła, że właśnie tam widziała ich wspólną przyszłość i że decyzja dotycząca pochówku była zgodna z wolą jej męża.
W ten sposób pojawiły się więc dwie zupełnie różne wersje.
Matka Adriana twierdziła, że syn chciał spocząć w rodzinnym grobowcu w Policach.
Jego żona zapewniała natomiast, że rodzina chce pochować go zgodnie z jego wolą w miejscu związanym z ich wspólnym życiem i planami na przyszłość.
W tle pozostaje jeszcze jedna niezwykle bolesna kwestia — Adrian odszedł po długiej walce z chorobą.
Diagnozę glejaka IV stopnia usłyszał w 2025 roku. Jego historia szybko poruszyła internautów. W zbiórce na leczenie zgromadzono ponad 2,5 mln zł, a Adrian przechodził kolejne etapy terapii. Przez długi czas pojawiały się informacje o nadziei i kolejnych planach leczenia. Choroba jednak powróciła.
Ostatnie miesiące były dla rodziny wyjątkowo trudne.
Dlatego Anita w swoim oświadczeniu apelowała przede wszystkim o możliwość spokojnego pożegnania Adriana. Rodzina chciała, aby ceremonia miała prywatny charakter, bez medialnego zamieszania i bez publikowania zdjęć czy nagrań z pogrzebu.
Jednocześnie sytuacja między wdową a matką Adriana stała się już tematem publicznym.
Anita nie chciała jednak kontynuować rodzinnego sporu za pośrednictwem mediów. Zamiast tego postanowiła jasno określić swoje stanowisko i zaznaczyć, że dalsze przekazywanie — jej zdaniem — nieprawdziwych informacji nie pozostanie bez reakcji.
I właśnie tutaj pojawiła się najmocniejsza część jej oświadczenia.
Wdowa zapowiedziała podjęcie odpowiednich kroków prawnych.
Jak przekazała, chodzi zarówno o rozpowszechnianie wizerunku Adriana, jak i informacje, które według niej nie są zgodne z prawdą. Anita zaznaczyła, że każde kolejne naruszenie dobrego imienia, prywatności, wizerunku i pamięci o jej mężu będzie dokumentowane i analizowane pod kątem dalszych działań prawnych.
Nie oznacza to jednak, że spór został rozstrzygnięty.
Na ten moment opinia publiczna zna przede wszystkim dwa różne stanowiska najbliższych osób Adriana. Matka zmarłego przedstawia własną wersję dotyczącą jego ostatniej woli i miejsca pochówku. Anita Szydłowska-Szymaniak stanowczo się z nią nie zgadza i zapewnia, że decyzja podjęta przez rodzinę odpowiadała woli jej męża.
Wszystko wydarzyło się zaledwie kilka dni po śmierci 39-latka.
Zamiast spokojnego pożegnania pojawiły się publiczne apele, wzajemne zaprzeczenia i zapowiedź możliwych działań prawnych. Dla osób obserwujących historię Adriana jest to tym bardziej przykre, że jeszcze niedawno najważniejsza była walka o jego zdrowie.
Teraz jego najbliżsi muszą zmierzyć się z zupełnie innym, niezwykle bolesnym problemem.
Anita prosi, aby pozwolono rodzinie pożegnać Adriana w spokoju, z godnością i bez kolejnych publicznych sporów. Jednocześnie jasno dała do zrozumienia, że nie zamierza milczeć, jeśli granice prywatności jej zmarłego męża będą nadal przekraczane.
Po miesiącach walki o życie Adriana jego bliscy chcieli już tylko jednego — spokojnego pożegnania. Tymczasem właśnie wokół tego pożegnania rozpoczął się konflikt, którego finał może mieć również wymiar prawny.