Mongolska wersja „Jingle Bells” podbija internet

Wraz ze zbliżaniem się okresu świątecznego znane świąteczne klasyki powracają co roku – i niewiele z nich cieszy się tak powszechną sympatią jak „Jingle Bells”. Z biegiem lat piosenka przekroczyła granice i języki, ale jedno nieoczekiwane wykonanie teraz zachwyca publiczność na całym świecie.

Mongolia może nie być pierwszym krajem kojarzonym z tradycjami bożonarodzeniowymi, ale śmiała, nowa interpretacja ukochanej kolędy szybko stała się globalną sensacją. Stworzona przez artystę Ummeta Ozcana, unikalna wersja zgromadziła już miliony wyświetleń i przyciągnęła fanów z każdego zakątka świata.

Utwór łączy tradycyjny mongolski śpiew gardłowy z nowoczesnymi rytmami techno, a wszystko to nałożone na 150-letni świąteczny hit. Wielu słuchaczy okrzyknęło go jedną z najbardziej kreatywnych i zapadających w pamięć wersji, jakie kiedykolwiek nagrano.

Ozcan żartobliwie zmienia tekst utworu, powtarzając słynny refren, a następnie dodając lokalny smaczek wersem: „Och, jaka frajda jeździć mongolskimi otwartymi saniami”. Połączenie tych kultur od razu trafiło w czuły punkt.

Urodzony w Holandii i tureckiego pochodzenia Ozcan początkowo udostępnił jedynie krótki zwiastun. Po ogromnym zainteresowaniu fanów, wydał pełną wersję utworu wraz z teledyskiem, w którym występują artyści ubrani w tradycyjne mongolskie stroje.

Popularność piosenki eksplodowała, zdobywając miejsce na Spotify i trafiając na niezliczone świąteczne playlisty. Jej urok tkwi w śpiewie gardłowym – tradycyjnej mongolskiej technice wokalnej, w której śpiewacy wydobywają wiele dźwięków jednocześnie.

Do akcji włączył się nawet oficjalny profil Świętego Mikołaja na Instagramie, żartując, że elfy tańczą w rytm muzyki w warsztacie.

Fani zalali komentarze pochwałami, nazywając ją najlepszą wersją od lat — a niektórzy nawet uznali ją za rzadką piosenkę świąteczną, którą warto grać przez cały rok. 🎄

Videos from internet