Śmierć Adriana Szymaniaka była wiadomością, która poruszyła nie tylko jego najbliższych, ale również tysiące osób pamiętających go z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Mężczyzna miał zaledwie 39 lat. Przez ponad rok walczył z ciężką chorobą, a jego historia była śledzona przez internautów, którzy od początku kibicowali mu w powrocie do zdrowia.
Kiedy pojawiła się informacja o jego śmierci, rodzina poprosiła o jedno: ciszę.
Anita Szydłowska, żona Adriana, przekazała, że najważniejsze są teraz bliskość najbliższych oraz możliwość spokojnego pożegnania ukochanego męża i ojca. Wszystko wskazywało na to, że ostatnie pożegnanie odbędzie się bez medialnego zamieszania.
Sytuacja szybko jednak przybrała zupełnie inny obrót.
Kilka dni przed pogrzebem publicznie odezwała się mama Adriana, Małgorzata Błażewicz. Jej wpis sprawił, że historia rodziny znalazła się ponownie w centrum zainteresowania. Tym razem nie chodziło już jednak o chorobę Adriana, jego leczenie czy życie rodzinne.
Pojawiło się pytanie, gdzie właściwie powinien spocząć.
Dla osoby z zewnątrz może wydawać się, że miejsce pochówku jest szczegółem. Dla najbliższych zmarłego może jednak mieć ogromne znaczenie. Szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą rodzinne groby, wcześniejsze rozmowy i przekonanie o tym, jaka była wola ukochanej osoby.
Właśnie wokół tej kwestii pojawiły się pierwsze poważne różnice zdań.
Adrian Szymaniak przez ostatnie miesiące życia zmagał się z glejakiem IV stopnia. W lipcu 2025 roku usłyszał diagnozę, która zmieniła jego codzienność. Przeszedł leczenie, w tym operację, radioterapię, chemioterapię oraz terapię TTFields. Mimo kolejnych prób zatrzymania choroby jego stan ostatecznie okazał się bardzo poważny. Zmarł 5 września 2026 roku.
Jego żona przekazała informację o śmierci w imieniu rodziny. Poprosiła wówczas o uszanowanie prywatności i możliwość przeżycia żałoby z dala od mediów.
Nie trwało to jednak długo.
Głos zabrała Małgorzata Błażewicz. Jej słowa pokazały, że pomiędzy najbliższymi Adriana pojawiły się poważne rozbieżności dotyczące jego ostatniego pożegnania.
Mama zmarłego twierdziła, że jej syn powinien zostać pochowany w rodzinnym grobowcu w Policach. Według jej relacji właśnie takie miały być wcześniejsze ustalenia i taka miała być ostatnia wola Adriana.
Tymczasem pogrzeb zaplanowano w Żołędowie.
Dla Małgorzaty Błażewicz był to bardzo bolesny fakt. Publicznie zaapelowała o zmianę miejsca pochówku i prosiła o uszanowanie tego, co — według jej relacji — miał wcześniej powiedzieć syn.
W jej wpisach pojawiły się również informacje dotyczące ostatnich tygodni życia Adriana. To właśnie ta część wypowiedzi okazała się szczególnie emocjonalna.
Kobieta pokazała również zdjęcie wykonane w szpitalu. Na fotografii znajdował się ciężko chory Adrian. Dla jego mamy był to zapis jednych z ostatnich chwil spędzonych z synem.
Publikacja zdjęcia wywołała jednak kolejną reakcję.
Anita Szydłowska nie zgodziła się z przedstawianą przez teściową wersją wydarzeń. Żona Adriana podkreśliła, że informacje dotyczące jego życia prywatnego, relacji rodzinnych oraz rzekomej ostatniej woli nie były z nią uzgadniane i — w jej ocenie — nie odpowiadały prawdzie.
To właśnie wtedy historia zaczęła odsłaniać drugą stronę.
Anita zwróciła uwagę przede wszystkim na zdjęcia Adriana ze szpitala. Jej zdaniem publikowanie takich materiałów po śmierci męża przekracza granicę prywatności i godności człowieka, który w czasie ich wykonania był w bardzo ciężkim stanie.
Wdowa zapowiedziała również możliwość podjęcia kroków prawnych wobec osób odpowiedzialnych za rozpowszechnianie zdjęć oraz informacji, które uważała za nieprawdziwe.
Jednocześnie zaznaczyła, że nie chce prowadzić rodzinnego konfliktu za pośrednictwem mediów.
Dla niej najważniejszy miał być Adrian, jego dzieci oraz możliwość godnego pożegnania.
Jednak na tym sprawa się nie zakończyła.
Mama Adriana ponownie zabrała głos i opowiedziała o tym, jak wyglądały jej próby kontaktu z synem w ostatnim okresie jego życia. Według jej relacji sytuacja była bardzo trudna. Kobieta twierdziła, że Adrian nie był już w stanie samodzielnie funkcjonować, a ona miała problemy z możliwością bycia przy nim.
W pewnym momencie miała nawet zwrócić się o pomoc do bydgoskiej policji.
To właśnie ten fragment jej relacji wywołał kolejną, stanowczą odpowiedź Anity.
Żona Adriana przedstawiła bowiem zupełnie inną wersję wydarzeń. Według niej relacja Adriana z matką w ostatnim okresie jego życia nie była tak bliska i zgodna, jak wynikało z publicznych wypowiedzi Małgorzaty Błażewicz. Anita twierdziła również, że w ostatnich tygodniach choroby dochodziło do sytuacji, w których — jej zdaniem bez uzasadnionej potrzeby — angażowane były policja oraz zespoły ratownictwa medycznego.
Te słowa sprawiły, że wcześniejsze wspomnienia o rodzinie zaczęły wyglądać zupełnie inaczej.
Jeszcze kilka lat wcześniej Anita mówiła o swojej teściowej bardzo ciepło. W 2022 roku określała ją nawet mianem „superbabci”. Z archiwalnych materiałów programu wynikało, że początkowo Małgorzata nie była zachwycona decyzją syna o udziale w „Ślubie od pierwszego wejrzenia”. Z czasem jednak relacje miały się poprawić. Anita wspominała o odwiedzinach teściowej i rodzinnych kontaktach.
Dlatego dzisiejszy konflikt może być dla osób obserwujących historię Adriana szczególnie trudny do zrozumienia.
Jeszcze niedawno można było odnieść wrażenie, że rodzina jest blisko. Dziś obie strony przedstawiają ostatnie miesiące życia Adriana w zupełnie inny sposób.
I właśnie dlatego trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do wszystkich pojawiających się informacji. Żadna ze stron nie przedstawiła publicznie pełnego obrazu sytuacji, a część twierdzeń pozostaje przedmiotem rodzinnego sporu.
Najbardziej bolesne jest jednak to, że wszystko wydarzyło się w czasie, który powinien być poświęcony przede wszystkim żałobie.
Adrian pozostawił żonę i dwoje dzieci. Dla nich jego odejście oznaczało utratę męża i ojca. Dla mamy — utratę jedynego syna. Każda ze stron przeżywa więc tę tragedię na swój sposób.
Dopiero pod koniec całej historii pojawia się najważniejszy szczegół.
Małgorzata Błażewicz twierdziła, że Adrian chciał zostać pochowany w rodzinnym grobowcu w Policach, razem z bliskimi, a pożegnanie miało odbyć się również w gronie rodziny, przyjaciół i znajomych. To właśnie tę wersję przedstawiała jako realizację jego ostatniej woli.
Anita Szydłowska przedstawiła jednak zupełnie inne stanowisko.
Według wdowy Adrian miał mieć inną wolę dotyczącą miejsca pochówku — związaną z miejscem, w którym wspólnie planowali dalsze życie i budowę domu. Żona podkreśliła, że właśnie tę wolę zamierza uszanować.
W ten sposób przed pogrzebem Adriana pojawiły się dwie różne wersje dotyczące jego ostatniego życzenia.
Jedna pochodziła od jego mamy.
Druga od jego żony.
I właśnie dlatego sprawa wzbudziła tak duże emocje.
Anita ostatecznie zaapelowała, aby pozwolono rodzinie pożegnać Adriana w spokoju. Zaznaczyła, że nie chce odpowiadać na kolejne medialne prowokacje i nie zamierza ujawniać szczegółów rodzinnych, które powinny pozostać prywatne. Zapowiedziała jednocześnie, że wszelkie dalsze naruszenia prywatności i dobrego imienia Adriana będą dokumentowane i mogą zostać poddane ocenie prawnej.
W cieniu tego konfliktu pozostaje człowiek, którego jeszcze niedawno widzowie znali z telewizji jako uczestnika „Ślubu od pierwszego wejrzenia”.
Adrian Szymaniak miał 39 lat.
Przez ponad rok walczył z ciężką chorobą. W tym czasie jego życie zmieniło się całkowicie. Ostatecznie jednak najtrudniejszy okazał się nie tylko sam moment jego odejścia, ale również to, co wydarzyło się tuż przed pogrzebem.
Bo zamiast jednej wspólnej historii pojawiły się dwie.
Dwie wersje ostatnich miesięcy.
Dwie wizje ostatniego pożegnania.
I dwie osoby, które twierdzą, że najlepiej wiedzą, czego chciał Adrian.
Jedno pozostaje jednak bezsporne: jego rodzina właśnie przeżywa jedną z najtrudniejszych chwil swojego życia, a za medialnymi doniesieniami stoją żałoba, ból i wspomnienie człowieka, który odszedł zdecydowanie za wcześnie.