Hanna Bieluszko przez lata była kojarzona z silnym charakterem, wyrazistą osobowością i ogromną energią. Aktorka wielokrotnie udowadniała, że potrafi być bezkompromisowa zarówno na scenie, jak i poza nią. Tym razem jednak znalazła się w sytuacji, w której żadna rola nie mogła jej przygotować na to, co miało nadejść.
Kilka miesięcy temu media poinformowały, że artystka zmaga się z poważną chorobą i potrzebuje intensywnej rehabilitacji. Informacja szybko poruszyła jej znajomych, kolegów z teatru oraz widzów, którzy przez lata obserwowali jej pracę. Pojawiła się również zbiórka na leczenie i rehabilitację aktorki. W momencie publikacji rozmowy z Bieluszko na konto zbiórki wpłynęło już ponad 140 tysięcy złotych.
Sama aktorka długo nie chciała budować wokół swojej choroby atmosfery rozpaczy. Wręcz przeciwnie. Kiedy mówiła o swoim stanie, zwracała uwagę przede wszystkim na ludzi, którzy pozostali obok niej. Nie ukrywała, że ogromne znaczenie ma dla niej wsparcie rodziny, przyjaciół i środowiska teatralnego.
W rozmowie z dziennikarką „Pytania na Śniadanie” Bieluszko zaprosiła ją do swojego mieszkania. Tam opowiedziała o wydarzeniach, które całkowicie zmieniły jej codzienność. Z jednej strony próbowała zachować spokój, z drugiej coraz wyraźniej było widać, że za tym spokojem kryje się doświadczenie, którego nie da się łatwo opisać.
Aktorka przyznała, że informację o chorobie przyjęła z pewnym spokojem. Nie oznaczało to jednak, że wszystko było dla niej łatwe. Wręcz przeciwnie. Jej historia okazała się znacznie bardziej skomplikowana, niż można było przypuszczać po pierwszych doniesieniach.
Bieluszko musiała przejść operację. Później rozpoczęła chemioterapię. Wydawało się, że kolejne etapy leczenia będą prowadziły ją stopniowo do odzyskania sił. W pewnym momencie sytuacja jednak zaczęła się komplikować.
To właśnie wtedy jej życie ponownie znalazło się w centrum walki o zdrowie.
Aktorka nie próbowała udawać, że choroba jej nie dotyka. Przyznała, że przez pewien czas rzeczywistość była dla niej niezwykle trudna. Jednocześnie starała się zachować codzienny rytm i nie pozwolić, by wszystko zostało podporządkowane chorobie.
Pomagał jej w tym teatr. Bieluszko podkreślała, że rozmowy o pracy potrafiły ją wyrwać z najtrudniejszych momentów. Szczególne znaczenie miała również obecność najbliższych.
Jej córka wspominała, że nawet wtedy, gdy aktorka była bardzo osłabiona i jakby „odklejona od rzeczywistości”, pewne słowa potrafiły przywrócić jej kontakt z otoczeniem. Jednym z nich było imię jej męża, Jurka. To pokazuje, jak ważne w takich chwilach potrafią być najprostsze rzeczy: znajomy głos, bliska osoba, wspomnienie domu.
Bieluszko nie ukrywała też, że jej publiczny wizerunek przez lata sprawiał wrażenie, jakby nic nie mogło jej złamać. Sama przyznała jednak, że rzeczywistość wygląda inaczej.
Silna kobieta, którą widzowie znali z ekranu i sceny, również miała chwile zwątpienia. I właśnie ta szczerość sprawia, że jej opowieść brzmi zupełnie inaczej niż typowa historia o walce z chorobą.
Nie chodziło o udawanie, że wszystko jest dobrze. Chodziło raczej o znalezienie powodów, żeby każdego dnia zrobić kolejny krok.
Dzisiaj Bieluszko nadal przechodzi proces powrotu do zdrowia. Czeka ją kolejna operacja. Jej organizm musi zostać odpowiednio wzmocniony, a aktorka potrzebuje czasu, aby odzyskać siły i przybrać na wadze. Obecnie ma stomię i jest żywiona dojelitowo.
Mimo tego nie chce, aby inni patrzyli na nią wyłącznie przez pryzmat choroby. Zamiast koncentrować się na pytaniu „dlaczego ja?”, mówi przede wszystkim o wdzięczności.
Wdzięczności za ludzi, którzy nie zniknęli, kiedy sytuacja stała się naprawdę trudna.
Wdzięczności za teatr, dyrektora i kolegów, którzy okazali jej pomoc.
Wdzięczności za rodzinę, która była przy niej wtedy, gdy sama nie zawsze była w stanie normalnie funkcjonować.
I właśnie tutaj pojawia się najbardziej przejmująca część jej historii.
Bieluszko przyznała, że nie czuje się samotna. To niezwykle ważne wyznanie, szczególnie w sytuacji, w której choroba potrafi całkowicie zmienić życie człowieka. Aktorka nie ukrywa, że potrzebuje wsparcia, ale jednocześnie pokazuje, że nadal ma w sobie ogromną wolę życia.
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że za jej spokojem kryje się doświadczenie znacznie bardziej dramatyczne, niż mogło się wydawać.
Dopiero pod koniec rozmowy Bieluszko dokładnie opowiedziała, co wydarzyło się po rozpoczęciu chemioterapii. Okazało się, że lekarze musieli zmierzyć się z poważnymi komplikacjami w obrębie jej brzucha. Aktorka wspominała, że był to moment, którego później praktycznie nie pamiętała.
I wtedy padły słowa, które najlepiej pokazują skalę tego, przez co przeszła.
Bieluszko powiedziała, że miała taki moment, w którym nie było wiadomo, czy przeżyje.
Przeżyła.
Dziś przed nią kolejny etap leczenia, rehabilitacji i odbudowy organizmu. Nie wiadomo jeszcze, jak długo potrwa pełny powrót do zdrowia, ale sama aktorka nie zamierza się poddawać. Zamiast rozpaczać, koncentruje się na tym, co nadal ma: rodzinie, przyjaciołach, teatrze i ludziach, którzy okazali jej pomoc.
Jej historia pokazuje, że za spokojnym uśmiechem czasem kryje się walka, o której inni nie mają pojęcia. Hanna Bieluszko nie ukrywa już, że również się bała. Ale równie mocno podkreśla, że nadal jest tutaj i zamierza zrobić wszystko, aby odzyskać siły.