Są miejsca, które dla artysty stają się czymś więcej niż tylko sceną. Jednym z takich miejsc dla Maryli Rodowicz od lat jest Opera Leśna w Sopocie. To właśnie tam rozpoczął się jeden z ważniejszych rozdziałów jej niezwykłej kariery. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się na tej scenie, nikt nie mógł jeszcze wiedzieć, że po pięciu dekadach nadal będzie wracać do Sopotu jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek.
W 2019 roku wydarzyło się coś szczególnego. Maryla Rodowicz ponownie stanęła przed publicznością Opery Leśnej, dokładnie 50 lat po swoim pierwszym występie w tym miejscu. Jubileusz nie był jednak zwykłym koncertem. Był spotkaniem z historią, wspomnieniami i piosenkami, które przez lata stały się częścią polskiej kultury.
Dla wielu widzów mogło się wydawać, że pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień. Sama artystka miała jednak zupełnie inne odczucia.
Przed koncertem wspominała ogromną liczbę występów, tysiące przejechanych kilometrów i kolejne pokolenia publiczności, które spotykała na swojej drodze. Nie próbowała udawać, że przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie — doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak długą drogę przeszła.
A była to droga wyjątkowa.
Maryla Rodowicz przez dekady pozostawała jedną z najważniejszych postaci polskiej estrady. Jej charakterystyczny głos, sceniczna energia i zamiłowanie do efektownych strojów sprawiły, że bardzo szybko przestała być tylko kolejną wokalistką. Stała się osobowością, której nie dało się pomylić z żadną inną.
Opera Leśna była jednym z miejsc, w których ta historia nabierała szczególnego znaczenia.
Kiedy artystka wróciła tam po 50 latach, przygotowała dla publiczności zestaw piosenek, które znały kolejne pokolenia Polaków. Na rozpoczęcie jubileuszowego występu zabrzmiały „Remedium”, „Małgośka” oraz „Niech żyje bal”. Już sam wybór tych utworów pokazywał, że nie chodziło wyłącznie o wspominanie przeszłości. To miało być przypomnienie, dlaczego Maryla przez tak wiele lat pozostawała na szczycie.
Publiczność otrzymała więc coś więcej niż zwykły koncert.
Była w tym nostalgia, ale także energia. Były wspomnienia, ale nie zabrakło miejsca na wielkie widowisko. Maryla Rodowicz po raz kolejny pokazała, że jubileusz nie musi oznaczać zamykania pewnego rozdziału. Może być również okazją do przypomnienia sobie, ile jeszcze historii pozostało do opowiedzenia.
Sama liczba piosenek w jej dorobku mówi zresztą bardzo wiele.
Artystka miała wówczas na koncie ponad dwa tysiące nagranych utworów. Przygotowanie programu jubileuszowego nie było więc łatwym zadaniem. Jak sama przyznała, musiała z wielu piosenek zrezygnować, aby stworzyć spójną muzyczną całość.
I właśnie tutaj pojawił się jeden z największych problemów.
Jak wybrać kilka utworów z dorobku, który obejmuje tak wiele dekad?
Jak zdecydować, które piosenki powinny zabrzmieć na scenie, kiedy każda z nich może przywoływać inne wspomnienia?
Maryla postawiła na przeboje, które publiczność mogła śpiewać razem z nią. „Remedium”, „Małgośka” i „Niech żyje bal” nie były przypadkowymi wyborami. To utwory, które na stałe zapisały się w świadomości słuchaczy.
Szczególne miejsce zajmowała oczywiście „Małgośka”.
Piosenka, która przez lata stała się jednym z najbardziej charakterystycznych utworów w repertuarze Rodowicz, miała swoją własną historię. Co ciekawe, Polsat przypominał później, że artystka po raz pierwszy wykonała ją na deskach Opery Leśnej w 1973 roku.
To oznacza, że sopocka scena była obecna w jej karierze nie tylko na samym początku.
Wracała do niej wielokrotnie.
Sopot przez lata stawał się więc miejscem, w którym kolejne etapy kariery Rodowicz splatały się ze sobą. W jednym miejscu spotykały się wspomnienia młodej wokalistki, która dopiero rozpoczynała swoją drogę, oraz doświadczonej gwiazdy, której piosenki znała cała Polska.
W 2019 roku organizatorzy również postanowili podkreślić znaczenie tego jubileuszu. Podczas koncertu Maryla otrzymała specjalne „Serce do Muzyki”. Krzysztof Ibisz, wręczając jej statuetkę, podkreślił, że nikt nie zasługuje na takie wyróżnienie bardziej niż ona.
Reakcja artystki była krótka, ale bardzo wymowna.
„Moje serce należy do Was” — powiedziała do publiczności.
W tych kilku słowach właściwie zamknęła całą historię. Bo przez pół wieku relacja między Marylą a jej publicznością była czymś znacznie większym niż zwykła więź pomiędzy wokalistką a słuchaczami.
Jej piosenki towarzyszyły ludziom w różnych momentach życia.
Jedni słuchali ich jako młodzi ludzie, inni poznawali je później dzięki rodzicom. Jeszcze inni wracali do nich po wielu latach, odkrywając, że teksty i melodie, które pamiętali z młodości, nadal wywołują emocje.
To właśnie dlatego jubileusz w Sopocie miał tak symboliczny charakter.
Pięćdziesiąt lat wcześniej młoda Maryla Rodowicz po raz pierwszy pojawiła się na scenie Opery Leśnej. Pół wieku później wróciła w to samo miejsce, ale już jako artystka, której nazwisko znały całe pokolenia Polaków.
I na tym historia wieczoru się nie skończyła.
Na finał Rodowicz wykonała „Ale to już było” razem z Michałem Szpakiem. Wybór tej piosenki mógł wydawać się szczególnie symboliczny. Jej tytuł mówi przecież o przemijaniu, wspomnieniach i zamykaniu pewnych rozdziałów. Tym razem jednak zabrzmiała raczej jak podsumowanie niezwykłej drogi niż pożegnanie.
Bo choć minęło pół wieku, Maryla Rodowicz nadal była na scenie.
Nadal śpiewała.
Nadal potrafiła przyciągnąć uwagę publiczności.
A przede wszystkim nadal miała piosenki, które ludzie znali i chcieli usłyszeć.
Dopiero kiedy spojrzymy na tę historię z perspektywy czasu, można naprawdę zrozumieć, jak niezwykły był tamten jubileusz. Nie chodziło przecież wyłącznie o liczbę 50.
Chodziło o pięć dekad życia spędzonych na scenie.
O tysiące koncertów.
O tysiące kilometrów pokonanych między kolejnymi występami.
O ponad dwa tysiące nagranych piosenek.
O kolejne pokolenia słuchaczy.
I wreszcie — o jedną scenę, do której artystka wróciła dokładnie po pięćdziesięciu latach.
Wtedy dopiero ujawniał się prawdziwy wymiar tego wydarzenia.
Maryla Rodowicz po raz pierwszy wystąpiła w Operze Leśnej w 1969 roku. Dokładnie 50 lat później, w 2019 roku, ponownie stanęła na tej samej scenie — tym razem już jako niekwestionowana legenda polskiej piosenki.
I właśnie dlatego jej jubileusz w Sopocie był czymś więcej niż koncertem. Był spotkaniem młodej artystki sprzed pół wieku z Marylą Rodowicz, którą znała już cała Polska.
Посмотреть эту публикацию в Instagram