Jeszcze niedawno jego nazwisko kojarzyło się przede wszystkim z gotowaniem, telewizją i energią, z jaką pojawiał się przed kamerami. Tomasz Jakubiak przez lata zdobywał sympatię widzów jako kucharz i juror programów kulinarnych. Nikt nie spodziewał się, że pewnego dnia jego życie zostanie podporządkowane zupełnie innemu celowi — walce o każdy kolejny dzień.
Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o jego problemach ze zdrowiem, wielu fanów chciało przede wszystkim pomóc. W internecie rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na leczenie. W krótkim czasie okazało się, że Polacy potrafią się niezwykle mocno zjednoczyć wokół człowieka, który znalazł się w dramatycznej sytuacji.
Ale razem ze wsparciem pojawiło się również coś zupełnie innego.
Komentarze, pytania, podejrzenia i zarzuty.
Dla osoby, która właśnie mierzy się z ciężką chorobą, taka sytuacja musiała być wyjątkowo bolesna. Zamiast koncentrować się wyłącznie na leczeniu, Jakubiak musiał również odpowiadać na pytania dotyczące pieniędzy oraz tego, w jaki sposób wykorzystywane są środki zebrane przez internautów.
I właśnie wtedy zdecydował się zabrać głos.
Nie chciał pozostawić krążących informacji bez odpowiedzi.
Historia jego choroby zaczęła się znacznie wcześniej. Jakubiak przez pewien czas zmagał się z uporczywymi bólami brzucha. Początkowo trudno było przypuszczać, że mogą one prowadzić do diagnozy, która całkowicie zmieni jego życie. Dopiero bardziej szczegółowa diagnostyka pozwoliła odkryć, że sytuacja jest znacznie poważniejsza.
Jak później opowiadał, ogromne znaczenie miała namowa jego teściowej, aby wykonał rezonans magnetyczny. Badanie wykazało zmiany dotyczące kości miednicy i kręgosłupa. Informacja o chorobie była dla niego ogromnym ciosem.
Od tego momentu rozpoczęła się walka z czasem.
Nie chodziło już o zwykłe leczenie czy kilka wizyt kontrolnych. Potrzebne były konsultacje, kolejne badania, specjalistyczna terapia i poszukiwanie możliwości leczenia również poza Polską.
Jakubiak trafił do Izraela. Koszty leczenia były ogromne, dlatego uruchomiono publiczną zbiórkę. Ludzie zaczęli wpłacać pieniądze, a w akcję zaangażowały się również osoby znane ze świata telewizji i gastronomii.
Dla rodziny była to ogromna pomoc.
Jednak popularność zbiórki miała również drugą stronę.
Im więcej osób dowiadywało się o pieniądzach gromadzonych na leczenie, tym więcej pojawiało się komentarzy. Nie wszyscy ograniczali się do życzeń zdrowia. W sieci zaczęły pojawiać się sugestie i informacje, które według Jakubiaka były nieprawdziwe.
Dla niego sytuacja stała się trudna do zaakceptowania.
W końcu człowiek, który powinien myśleć przede wszystkim o tym, jak przetrwać kolejne leczenie, musiał dodatkowo tłumaczyć się z tego, że prosił o pomoc.
To właśnie wtedy postanowił powiedzieć publicznie, jak wygląda sytuacja.
Nie chciał ukrywać, na co przeznaczane są pieniądze. Podkreślał znaczenie przejrzystości i próbował wyjaśnić, że leczenie tak rzadkiej choroby wiąże się z kosztami, których zwykły pacjent często nie jest w stanie samodzielnie ponieść.
Jednocześnie nie ukrywał emocji.
Trudno zresztą oczekiwać spokoju od człowieka, który walczy o zdrowie, a jednocześnie czyta w internecie zarzuty dotyczące swojej sytuacji.
W jego przypadku szczególnie bolesne mogło być to, że część osób komentujących sprawę nie znała wszystkich szczegółów jego leczenia.
Wystarczył fragment informacji, zdjęcie albo komentarz, aby rozpoczęła się kolejna dyskusja.
A każda taka dyskusja oznaczała dla niego dodatkowy ciężar.
Tomasz Jakubiak nie ukrywał, że ogromną siłę daje mu rodzina. Jego żona Anastazja wielokrotnie mówiła o trudnych momentach, przez które wspólnie przechodzili. W jednym z wywiadów podkreślała, że diagnoza była dla całej rodziny ogromnym ciosem, a sytuacja wymagała od nich codziennej walki.
Ważnym źródłem motywacji był również jego mały syn.
Jakubiak mówił, że nie wyobraża sobie, aby jego dziecko mogło dorastać bez taty. To właśnie myśl o rodzinie pomagała mu przechodzić przez kolejne, coraz trudniejsze etapy leczenia.
Nie zawsze było jednak dobrze.
Pojawiały się dni, kiedy ból był tak silny, że brakowało mu sił nawet na odebranie telefonu. Choroba stopniowo odbierała mu możliwość normalnego funkcjonowania. W pewnym momencie mówił również o problemach z poruszaniem się.
Mimo wszystko próbował walczyć.
Wyjechał na leczenie za granicę, szukał kolejnych możliwości i pozostawał w kontakcie z ludźmi, którzy go wspierali.
W grudniu 2024 roku sytuacja wokół niego stała się jednak szczególnie emocjonalna.
Z jednej strony ogromna fala solidarności i pieniądze zebrane przez internautów. Z drugiej — komentarze ludzi, którzy zaczęli podważać jego szczerość.
Jakubiak nie chciał dopuścić, aby nieprawdziwe informacje przesłoniły najważniejszą rzecz.
On naprawdę był chory.
I naprawdę potrzebował leczenia.
W jego przypadku nie chodziło o kampanię promocyjną ani sposób na zdobycie popularności. Cała publiczna aktywność związana ze zbiórką miała jeden cel — zdobyć środki potrzebne do walki z chorobą.
Dlatego jego reakcja była tak mocna.
Człowiek, który już wcześniej musiał zmierzyć się z diagnozą rzadkiego nowotworu, nagle został postawiony w sytuacji, w której musiał bronić własnej uczciwości przed częścią internautów.
I właśnie tutaj kryje się najbardziej przejmujący element tej historii.
Tomasz Jakubiak nie walczył wyłącznie z chorobą.
Musiał również walczyć z tym, co pojawiało się w internecie.
A przecież nie prosił ludzi o współczucie dla samego współczucia. Prosił o możliwość leczenia.
W końcu zdecydował się odpowiedzieć tym, którzy podważali jego intencje.
To właśnie wtedy padły słowa, które najlepiej pokazują, jak bardzo sytuacja go dotknęła: „Podłość ludzka nie zna granic”. Jakubiak dał do zrozumienia, że kiedy człowiek walczy o życie, szczególnie trudno jest zrozumieć, dlaczego ktoś zamiast pomocy wybiera oskarżenia i nieprawdziwe informacje.
Za tymi słowami nie kryła się wyłącznie złość.
Było przede wszystkim zmęczenie.
Zmęczenie człowieka, który każdego dnia musi mierzyć się z chorobą, leczeniem, bólem i niepewnością dotyczącą przyszłości, a mimo tego znajduje jeszcze siłę, aby odpowiadać osobom podważającym jego szczerość.
Najbardziej wymowne jest to, że równocześnie tysiące innych ludzi pokazały mu zupełnie inną twarz.
Wspierali zbiórkę.
Przesyłali wiadomości.
Dodawali otuchy.
Pomagali finansowo.
To właśnie dzięki tej ogromnej fali solidarności Jakubiak mógł kontynuować leczenie poza Polską.
Jego historia pokazała więc dwie skrajnie różne strony internetu.
Z jednej — bezinteresowną pomoc ludzi, którzy nawet nie znali go osobiście, ale chcieli zrobić coś dobrego.
Z drugiej — pochopne osądy i słowa wypowiadane przez osoby, które nie znały całej historii.
I być może właśnie dlatego jego apel był tak mocny.
Bo czasami człowiek nie potrzebuje kolejnego pytania.
Nie potrzebuje podejrzeń.
Nie potrzebuje tłumaczyć się z każdego kroku.
Potrzebuje po prostu dostać szansę na walkę.
Tomasz Jakubiak tę walkę podjął. I choć jego droga była niezwykle trudna, przez długi czas nie zamierzał się poddawać. Wokół niego pozostali najbliżsi oraz ogromna grupa osób, które chciały, aby miał możliwość wykorzystania każdej dostępnej szansy.
Najtrudniejsze w tej historii nie jest więc wyłącznie to, jak ciężka była jego choroba.
Jest nim również świadomość, że nawet w najbardziej dramatycznym momencie życia człowiek może zostać zmuszony do obrony przed słowami innych.
A słowa — szczególnie te wypowiedziane bez znajomości całej prawdy — czasami potrafią zranić bardziej, niż ktokolwiek sobie wyobraża.