Polski show-biznes po raz kolejny zadrżał w posadach za sprawą wypowiedzi, która w mgnieniu oka obiegła wszystkie najważniejsze portale plotkarskie. Tym razem w epicentrum medialnego skandalu znalazła się jedna z najpopularniejszych par dawnych lat na szklanym ekranie – uwielbiana aktorka i prezenterka Katarzyna Cichopek oraz znany z barwnych występów scenicznych kabareciarz Mariusz Kałamaga. Obie te postacie przez pewien czas współtworzyły popularny format telewizyjny, dzieląc ze sobą stres związany z wystąpieniami na żywo przed milionową widownią. Nikt jednak nie spodziewał się, że po latach wspomnienia dawnej współpracy powrócą w tak niezwykle kontrowersyjnych i szeroko komentowanych okolicznościach.
Wszystko zaczęło się od momentu, w którym artysta postanowił publicznie opisać swoją dawną programową partnerkę, sięgając po specyficzne środki wyrazu. Zamiast standardowej, pełnej kurtuazji laurki, z jego ust padły dwa słowa – „ciepła klucha” – które miały w zamierzeniu stanowić luźny opis niezwykle przyjaznego oraz łagodnego usposobienia celebrytki. Niestety, w bezlitosnym świecie mediów społecznościowych i prasowych nagłówków intencje szybko przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Dwuznaczne określenie natychmiast podchwyciły tłumy internautów oraz dziennikarze, interpretując wypowiedź jako złośliwy atak uderzający bezpośrednio w profesjonalizm oraz wizerunek gwiazdy.

Sytuacja błyskawicznie wymknęła się spod kontroli, a w sieci zawrzało od skrajnych komentarzy, dzieląc publiczność na zagorzałych obrońców aktorki oraz osoby biorące w obronę specyficzne poczucie humoru komika. Choć sam autor niefortunnego określenia wielokrotnie tłumaczył, że jego intencje były czyste, a dobór słów wynikał jedynie z luźnej atmosfery wspomnień, mleko zdążyło się już rozlać. Ten incydent po raz kolejny udowodnił, jak cienka granica dzieli niewinny żart od potężnej burzy wizerunkowej w rodzimym show-biznesie, gdzie każde słowo znanej osoby jest ważone na apteczarskiej wadze i żyje własnym, często niekontrolowanym życiem.