Polska kultura doznała niepowetowanej straty, która odbija się głośnym echem nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. W wieku 77 lat odszedł Jerzy Stuhr, postać absolutnie pomnikowa, genialny aktor, wybitny reżyser i pedagog, który swoją obecnością uświetniał polskie ekrany i deski teatru przez pół wieku. Informacja o jego śmierci spadła na opinię publiczną niczym grom z jasnego nieba, mimo że od dawna wiedziano o jego problemach zdrowotnych i mężnej walce, jaką toczył z przeciwnościami losu. Stolica i Kraków, dwa miasta tak bliskie sercu artysty, pogrążyły się w głębokiej zadumie, a fani wszystkich pokoleń próbują pogodzić się z myślą, że głos mistrza wybrzmiał po raz ostatni.
Jerzy Stuhr był kimś więcej niż tylko wykonawcą ról – był intelektualnym sumieniem narodu i artystą, który potrafił połączyć dulszczyznę z wielką klasyką, a komedię z głębokim tragizmem. Jego kreacje w filmach Krzysztofa Kieślowskiego czy Feliksa Falka stały się fundamentem kina moralnego niepokoju, podczas gdy role komediowe, z legendarnym Maksem z „Seksmisji” na czele, na stałe weszły do potocznego języka i serc milionów Polaków. Na planie filmowym i w teatrze Stuhr był tytanem pracy, wymagającym wobec siebie i innych, zawsze dążącym do prawdy, która wykraczała poza ramy scenariusza. Atmosfera w środowisku artystycznym jest dziś przesiąknięta niewyobrażalnym smutkiem, ponieważ wraz z jego odejściem kończy się pewna epoka, w której inteligencja i kunszt szły w parze z popularnością.

W kuluarach świata filmu i teatru wspominany jest nie tylko jako wielki profesjonalista, ale również jako człowiek o ogromnej sile charakteru. Jerzy Stuhr wielokrotnie wygrywał bitwy z chorobą, udowadniając, że wola życia i chęć tworzenia są silniejsze niż słabości ciała. Jako dyrektor krakowskiej PWST wychował pokolenia aktorów, przekazując im nie tylko technikę, ale przede wszystkim etykę zawodu. Każdy, kto miał okazję z nim współpracować, podkreśla jego niespotykaną przenikliwość i zdolność do dostrzegania w człowieku tego, co najbardziej ukryte. Jego odejście w wieku 77 lat zostawia pustkę, której nie da się wypełnić żadną inną osobowością, a polskie kino straciło swojego najważniejszego recenzenta i twórcę w jednej osobie.
Dziś, gdy flagi w wielu instytucjach kultury zostały opuszczone do połowy masztu, cała Polska przypomina sobie jego niezwykły dorobek. Jerzy Stuhr pozostawił po sobie setki ról, dziesiątki wyreżyserowanych spektakli i filmów, które będą uczyć kolejne pokolenia, czym jest prawdziwa sztuka. Rodzina artysty, prosząc o uszanowanie prywatności w tym trudnym czasie, otrzymuje kondolencje od najważniejszych osób w państwie i kolegów z branży, dla których Jerzy był mentorem i przyjacielem. To bolesne pożegnanie z człowiekiem, który potrafił nas bawić do łez i zmuszać do najtrudniejszych refleksji. Choć kurtyna opadła, brawa dla Jerzego Stuhra nie milkną i będą wybrzmiewać tak długo, jak długo istnieć będzie polska kultura, której on był najjaśniejszym filarem.