Niecodzienna radość i równie niecodzienna cierpliwość — to emocje, które towarzyszą Elżbiecie Marszalec po jej spektakularnym zwycięstwie w teleturnieju Milionerzy. Księgowa z Warszawy trafiła do historii show, jako jedna z nielicznych osób, które poprawnie odpowiedziały na wszystkie pytania i zgarnęły główną nagrodę w wysokości miliona złotych — ale zanim będzie mogła się nią w pełni nacieszyć, musi spełnić bardzo specyficzny obowiązek związany z zasadami gry.
Marszalec opowiedziała w rozmowie z reporterem Pomponika, że choć w studiu podczas nagrania programu otrzymała symboliczną wielką planszę z sumą, to realnych pieniędzy jeszcze nie dotknęła. Jak tłumaczy, zgodnie z formatem teleturnieju przelew z wygraną wpłynie na jej konto dopiero do dwóch miesięcy po emisji odcinka — mimo iż nagranie miało miejsce już wcześniej, a zwycięstwo znane jest od tygodni.
Reguła ta wynika z wewnętrznych przepisów produkcyjnych oraz z faktu, że Milionerzy kręcone są z dużym wyprzedzeniem — czasem nawet kilkumiesięcznym — zanim odcinek trafi na antenę. W efekcie triumfatorka musi uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż oficjalna transmisja przejdzie przez wszystkie etapy edytorskie i formalności.
Podczas wywiadu Marszalec mówiła, że znała te zasady jeszcze przed udziałem w teleturnieju i nie była ich zaskoczona — są one jasno opisane w umowie uczestnika. „Wiedziałam o tym, decydując się na udział w programie” — powiedziała z uśmiechem, podkreślając, że nie czuje presji i raczej traktuje ten czas jako okazję do skupienia się na codziennym życiu i pracy.
W rozmowie zwyciężczyni zdradziła też, jak planuje spożytkować wygraną, kiedy już trafi na jej konto: przede wszystkim chce pomóc swoim dorosłym dzieciom w znalezieniu i urządzeniu własnych mieszkań — marzenie, które od lat nosi w sercu, by każdy z nich miał swój własny kąt po ciężkim dniu pracy. Oprócz tego wspominała o planach zakupu nowszego samochodu oraz inwestowaniu w rozwój osobisty, a także o tym, że wakacje z rodziną też z pewnością będą na liście jej planów.