Maryla Rodowicz od lat mieszka w miejscu, które wygląda jak wyjęte z najlepszego snu o luksusie i historii. Mowa o stuletniej willi w Konstancinie-Jeziornie, do której wprowadziła się jeszcze w czasach, gdy jej kariera nabierała rozpędu, a ona sama była u szczytu sławy. Ten dom to nie tylko cztery ściany – to prawdziwa kapsuła czasu, pełna wspomnień, antyków i detali, które sprawiają, że każdy, kto tam wchodzi, na chwilę traci oddech.
Willa powstała na początku XX wieku i od tamtej pory przetrwała wojny, zmiany ustrojów i burzliwe dzieje polskich elit. Maryla kupiła ją w latach 80., kiedy Konstancin był synonimem luksusu i elitarnego życia, a posiadanie takiej rezydencji graniczyło z marzeniem. Budynek ma ponad 400 metrów kwadratowych, wysoki dach, charakterystyczne okna z ozdobnymi framugami i otoczony jest dużym, zadbanym ogrodem, w którym latem kwitną stare róże, a jesienią jarzą się złote klony. Sama gwiazda często powtarza, że to właśnie tu czuje się najbardziej sobą – z dala od fleszy, tłumów i hałasu estrady.
Wchodząc do środka, od razu uderza atmosfera dawnych czasów. Wysokie sufity zdobione stiukami, parkiety w jodełkę, które skrzypią pod stopami w taki sposób, że aż serce bije mocniej, ciężkie drewniane drzwi z rzeźbionymi klamkami. Salon na parterze to prawdziwe serce domu – ogromny kominek z jasnego marmuru, nad którym wisi portret rodzinny, a wokół miękkie, pluszowe kanapy w głębokim granacie i bordo. Na ścianach wiszą obrazy – nie jakieś tam plakaty, tylko prawdziwe płótna, w tym kilka prac znanych polskich malarzy, które Maryla zbierała latami.
Kuchnia to mieszanka nowoczesności i tradycji. Stare kaflowe piece kontrastują z błyszczącymi blatami z granitu, a na półkach stoją porcelanowe serwisy z miśnieńskiej manufaktury i kryształy, które pamiętają jeszcze czasy przedwojenne. Maryla uwielbia gotować dla najbliższych – podobno najlepsze jej dania to te proste, domowe, jak barszcz z uszkami czy pierogi z mięsem, które podaje w wielkiej jadalni z długim stołem na kilkanaście osób.
Na piętrze znajdują się sypialnie – główna, należąca do artystki, jest urządzona w odcieniach beżu i złota, z ogromnym łóżkiem z baldachimem i widokiem na ogród. Obok garderoba, w której wiszą setki sukienek koncertowych, futra, szale i kapelusze – prawdziwa skarbnica wspomnień z najważniejszych występów. Jedna z szaf skrywa nawet oryginalną sukienkę z festiwalu w Opolu z lat 70., w której Maryla śpiewała „Małgośkę” i wywołała prawdziwy szał wśród publiczności.

Nie brakuje też osobistych akcentów. W jednym z pokoi stoi fortepian, na którym kompozytorzy pisali dla niej przeboje, a na ścianach wiszą zdjęcia z synem Jędrkiem, z wnukami, z przyjaciółmi ze świata muzyki. Jest też kącik z pamiątkami z tras – gitary, mikrofony, złote płyty, listy od fanów. Całość sprawia wrażenie, że czas tu się zatrzymał, a jednocześnie dom żyje pełnią życia – śmiech dzieci, zapach świeżo parzonej kawy, dźwięki starych płyt winylowych.
Maryla przyznaje, że remontowała willę kilkukrotnie, ale zawsze z szacunkiem dla jej historii. Nigdy nie chciała zepsuć klimatu – stąd stare piece, oryginalne klamki, witraże w oknach łazienkowych. Nawet ogród jest pieczołowicie pielęgnowany – rosną tam stare jabłonie, grusze, a w jednym kącie stoi altana, gdzie latem artystka lubi siadać z gitarą i śpiewać sama dla siebie.

Ten dom to dla niej azyl. Po rozwodzie, po latach batalii sądowych, po koncertach, które trwają do późnej nocy – właśnie tu wraca, zamyka bramę i oddycha głęboko. Mówi, że te mury pamiętają wszystko – radość, smutek, miłość, rozstania. I choć na zewnątrz świat szaleje, tu panuje spokój, elegancja i odrobina magii sprzed stu lat. Maryla Rodowicz w stuletniej willi – to połączenie, które idealnie oddaje jej duszę: ponadczasową, silną i pełną piękna.