Agnieszka Fitkau-Perepeczko i tajemnica australijskiej “przyjaźni”, która niemal zniszczyła małżeństwo największej miłości jej życia

Agnieszka Fitkau-Perepeczko od lat uchodzi za ikonę, której życie prywatne fascynuje i budzi emocje nawet dziesiątki lat po tym, jak zakończyła się jedna z najgłośniejszych historii miłosnych w polskim show-biznesie. Aktorka, znana z niezachwianego uwielbienia dla zmarłego męża Marka Perepeczki — którego określała jako największą miłość swojego życia i twierdziła, że żadnego mężczyzny nigdy nie pokochała tak mocno — skrywała przed światem szczegóły pewnej relacji, która mogła oznaczać dla jej małżeństwa katastrofę. Marek był dla niej kimś więcej niż partnerem — był fundamentem jej świata — ale los sprawił, że na emigracji w Australii pojawił się ktoś trzeci, kto zburzył ten spokój i stał się źródłem poważnych podejrzeń.

W 1981 roku, gdy Fitkau-Perepeczko zdecydowała się wyjechać do Australii i rozpocząć życie w zupełnie nowym otoczeniu, wszystko wydawało się być jednocześnie ekscytujące i trudne. Na lotnisku w Melbourne czekał jedynie jej brat, który ostro postawił sprawy, mówiąc jej, że życie na obczyźnie nie będzie przypominać błogiego istnienia „pod skrzydłami męża”. Z pomocą brata zaczęła działać w biznesie fotograficznym, ale kluczowym momentem tej historii stało się pojawienie się Wojciecha Przybyłowicza — dwukrotnego mistrza Polski w zapasach, który szybko zyskał jej zaufanie i stał się kimś blisko związanym z jej codziennością.

Przybyłowicz nie tylko wspierał ją zawodowo — namówił ją na założenie wspólnego biznesu i przeprowadzkę do dużego starego domu w Melbourne, ale z czasem ich relacja zaczęła budzić poważne podejrzenia. Marek, który dowiedział się o tych zmianach, był przekonany, że to, co miało pozostać „tylko przyjaźnią”, może zamienić się w coś znacznie bardziej intymnego. Z tym ciężarem na sercu kupił bilet do Australii, zdecydowany sprawdzić, co tak naprawdę dzieje się pod jednym dachem z jego żoną i Wojciechem.

Chociaż Marek długo tolerował obecność Przybyłowicza, wiedząc, że ten nie ukrywa swojej fascynacji Agnieszką i niejednokrotnie adorował ją bez skrępowania, w końcu nie wytrzymał. Mimo że wszyscy troje mieszkali razem w jednym domu, a Marek przez lata wykazywał wręcz niewiarygodną cierpliwość, dopóki żył, nie mógł pozbyć się poczucia niepewności i bólu. Ten trudny okres zmusił go do powrotu do Polski, bez żony i z ciężkim sercem pełnym wątpliwości.

Agnieszka, w swojej autobiografii i późniejszych wywiadach, zawsze przedstawiała Przybyłowicza jako „przyjaciela na zawsze” — kogoś, kto był jej podporą na obczyźnie, kimś, komu mogła ufać bezgranicznie i kto znał ją niemal lepiej niż ktokolwiek inny. Wszystko wskazywało na to, że ich więź była czysta i oparta na głębokiej, choć nieoczywistej bliskości. Nawet po śmierci męża Agnieszka przywoływała tę relację w kontekście potrzeby bycia „zaopiekowaną” i towarzyszonej adoracji, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa w nowym otoczeniu.

Dziś, mimo upływu lat i po śmierci Marka Perepeczki, Agnieszka zaprzecza, jakoby ich relacja z Przybyłowiczem miała charakter romantyczny — wciąż nazywa go przyjacielem i twierdzi, że każde dorosłe relacje z mężczyznami były krótkotrwałe i pozbawione głębszych uczuć. Twierdzi, że miłością swojego życia pozostaje tylko Marek, ale fakty z australijskiej przeszłości nadal pobudzają wyobraźnię fanów i badaczy jej życia, ukazując złożoną dynamikę i ciche dramaty, jakie towarzyszyły jej małżeństwu i emigracyjnym wyborom.

Videos from internet