Kiedy jest się niekwestionowaną królową polskiej estrady, każdy krok, album i artystyczna decyzja są analizowane pod mikroskopem przez całe dekady. Maryla Rodowicz, która od pokoleń elektryzuje miliony Polaków swoimi wielkimi hitami i barwnym wizerunkiem, stała się obiektem niezwykle surowej i bezwzględnej wiwisekcji. Eksperci i surowi krytycy muzyczni postanowili bez żadnego owijania w bawełnę podsumować jej gigantyczną, trwającą ponad pół wieku karierę fonograficzną. Choć nikt nie odmawia jej miana absolutnej ikony popkultury, na jaw wyszły bolesne fakty o potężnych kryzysach twórczych, artystycznym zagubieniu oraz albumach, o których sama gwiazda prawdopodobnie wolałaby na zawsze zapomnieć w zaciszu swojej willi.
Początki jej drogi na sam szczyt były pasmem spektakularnych sukcesów, które do dziś budzą ogromny podziw. Pod koniec lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych Maryla Rodowicz, współpracując z genialnymi kompozytorami i wybitnymi poetami z Agnieszką Osiecką na czele, tworzyła arcydzieła, które na zawsze zmieniły oblicze polskiej piosenki. Płyty takie jak Żyj mój świecie czy absolutnie kultowy Sing-Sing pokazywały artystkę pełną buntu, świeżości i niesamowitej, folk-rockowej energii. Krytycy przypominają jednak bolesny moment zwrotny, jakim były lata osiemdziesiąte. To właśnie wtedy w kuluarach zaczęto głośno szeptać, że wielka diwa całkowicie straciła muzyczny kompas, a jej desperackie próby odnalezienia się w nowej, syntetycznej rzeczywistości soundu tamtej dekady przyniosły opłakane skutki.
Najbardziej bezwzględna krytyka spadła na jej późniejsze dokonania, które przez specjalistów zostały określone mianem artystycznego upadku i pójścia na tani kompromis z masowym gustem. Eksperci muzyczni bezlitośnie obnażają fakt, że po transformacji ustrojowej Maryla Rodowicz porzuciła ambitne, głębokie teksty i wyrafinowane brzmienia na rzecz przaśnego, biesiadnego repertuaru i banatowych piosenek. Albumy wydawane w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, choć przynosiły jej wielkie hity radiowe i miliony na koncie, w oczach znawców sztuki były niczym innym, jak wyprzedażą własnej legendy za bezcen. Zarzuca się jej, że zamiast godnie budować status dostojnej damy estrady, wolała ścigać się z młodymi gwiazdkami popu, zakładając coraz bardziej ekscentryczne kostiumy i śpiewając numery pozbawione jakiejkolwiek głębi artystycznej.
Wielka i bolesna analiza jej dyskografii pokazuje brutalną prawdę o świecie show-biznesu, w którym cena za utrzymanie się na fali bywa niezwykle wysoka. Choć Maryla Rodowicz wciąż potrafi zapełnić największe sale koncertowe w kraju i wywołać poruszenie samym pojawieniem się na scenie, podsumowanie jej dorobku pozostawia ogromny niesmak. Krytycy zamknęli ten rozdział bolesną konstatacją — piosenkarka posiada w swojej historii albumy genialne, które stały się skarbami narodowymi, ale też zatrważającą ilość tandety, która mocno ciska cień na całe jej artystyczne dziedzictwo. Ta bezkompromisowa ocena z pewnością dotknie gwiazdę, która od lat walczy o to, by widziano w niej wyłącznie perfekcyjną i nieomylną artystkę.