Organizacja wielkiego koncertu sylwestrowego na żywo to zawsze potężne wyzwanie logistyczne, jednak prawdziwy dramat rozegrał się w miejscach całkowicie niedostępnych dla oczu zwykłych widzów. Za kulisami hucznego widowiska, nadawanego przez stację Dwójka, doszło do serii skrajnie emocjonalnych incydentów i ostrych spięć, których głównymi bohaterami stali się najwięksi i najbardziej nieprzewidywalni artyści polskiej estrady. Michał Szpak oraz Doda swoimi gwiazdorskimi kaprysami, skrajnymi wymaganiami i wybuchowym temperamentem doprowadzili obsługę techniczną oraz reżyserów widowiska na skraj załamania nerwowego, zamieniając garderoby w prawdziwe pole bitwy.
Michał Szpak od samego początku przygotowań generował ogromne napięcie wśród ekipy realizacyjnej. Kontrowersyjny i niezwykle wyrazisty wokalista, znany ze swojego bezkompromisowego podejścia do wizerunku scenicznego, nie zamierzał iść na żadne ustępstwa. Artysta domagał się absolutnej perfekcji w kwestii nagłośnienia oraz oświetlenia jego występu, ostro krytykując pracę osób odpowiedzialnych za przygotowanie sceny. Świadkowie tamtych wydarzeń donoszą, że piosenkarz potrafił wstrzymać próby generalne z powodu detali, ostro dyskutując z producentami i dając jasno do zrozumienia, że jego wizja artystyczna jest rzeczą świętą. Atmosfera stawała się gęsta z minuty na minutę, a krzyki i nerwowe gesty gwiazdora skutecznie paraliżowały pracę dziesiątek osób pracujących pod gigantyczną presją czasu.
Równie potężne tornado emocjonalne wywołała Dorota Rabczewska, która przybyła na miejsce z ogromnymi oczekiwaniami i własną, liczną świtą. Doda, słynąca z tego, że lubi mieć absolutną kontrolę nad każdym aspektem swojego show, wpadła w furię, gdy okazało się, że niektóre elementy scenografii oraz harmonogram wejść na antenę nie odpowiadają jej wcześniejszym ustaleniom. Wokalistka nie gryzła się w język, bezlitośnie punktując błędy organizatorów i grożąc, że jeśli sytuacja natychmiast nie ulegnie zmianie, ucierpi na tym całe widowisko. Jej asystenci biegali w popłochu, próbując spełnić błyskawicznie zmieniające się żądania diwy, podczas gdy zza zamkniętych drzwi jej garderoby regularnie dobiegały odgłosy awantur. Piosenkarka głośno wyrażała swoje niezadowolenie z warunków panujących na backstage’u, co doszczętnie zepsuło nastroje pozostałym wykonawcom oczekującym na swoje występy.

Napięcie między artystami a zmęczoną produkcją sięgnęło zenitu na kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem transmisji, kiedy to chaotyczne poprawki scenariuszowe zaczęły wywoływać opóźnienia. Gwiazdy nie zamierzały tolerować żadnego bałaganu, a ich wybujałe ego ścierały się w ciasnych korytarzach, tworząc wybuchową mieszankę. Realizatorzy show musieli dwoić się i troić, by pogodzić skrajne interesy Michała Szpaka i Dody, starając się jednocześnie nie dopuścić do wizerunkowej katastrofy przed milionową publicznością. Choć na ekranach telewizorów widzowie zobaczyli ostatecznie dopracowany, pełen uśmiechów i brokatu program, to prawda o potwornym stresie, płaczu i totalnym chaosie, jaki panował na zapleczu, na zawsze pozostanie jedną z najmroczniejszych tajemnic tej sylwestrowej nocy.