Atmosfera po wielkim festiwalu w Sopocie wciąż jest gęsta od emocji, a wszystko za sprawą szokujących rewelacji, które postanowiła ujawnić sama Doda. Polska królowa popu, która od lat zna blaski i cienie wielkiej sceny, była naocznym świadkiem wydarzeń, o których media dotąd jedynie nieśmiało plotkowały. Tym razem jednak nie ma miejsca na domysły – wokalistka bez owijania w bawełnę opowiedziała o tym, jak naprawdę zachowywali się członkowie włoskiej grupy Maneskin, gdy tylko zgasły światła jupiterów i kamery przestały transmitować ich występ do milionów domów. To, co działo się za kulisami sopockiej Opery Leśnej, rzuca zupełnie nowe, ciemne światło na wizerunek zwycięzców Eurowizji, którzy w Polsce byli witani jak najwięksi bohaterowie.
Doda wyjawiła, że zachowanie zagranicznych gwiazdorów było dalekie od ideału, a ich wymagania i sposób traktowania polskiej ekipy technicznej budziły powszechny niesmak. Artystka, która słynie z tego, że zawsze mówi prawdę prosto w oczy, nie kryła oburzenia faktem, że młodzi muzycy pozwolili sobie na gesty, które przez wielu zostały uznane za przejaw skrajnej pychy i braku szacunku do gospodarzy wydarzenia. Z relacji Dody wyłania się obraz artystów, którzy mimo krótkiego stażu na światowej scenie, zdążyli już nabrać manier, jakich nie powstydziłyby się największe diwy operowe z najgorszymi humorami. Każdy ruch Włochów był obserwowany z niedowierzaniem, a atmosfera w kuluarach gęstniała z każdą minutą ich obecności w obiekcie.
Wstrząsające szczegóły dotyczą nie tylko samego zachowania muzyków, ale również ich specyficznego podejścia do fanów i innych artystów obecnych na festiwalu. Doda wspomniała o murze, jaki grupa Maneskin zbudowała wokół siebie, odcinając się od jakiejkolwiek interakcji, która nie była zapisana w ich rygorystycznym kontrakcie. Według relacji polskiej gwiazdy, włoski zespół epatował pewnością siebie graniczącą z arogancją, co w zestawieniu z ich scenicznym wizerunkiem buntowników wydało się wielu osobom niezwykle fałszywe. To bole
sne zderzenie z rzeczywistością pokazuje, że za pięknymi hasłami o wolności i miłości, które grupa głosi ze sceny, w życiu prywatnym mogą kryć się chłodne kalkulacje i gwiazdorskie fochy, które psuły krew wszystkim pracującym przy festiwalu.
Reakcja opinii publicznej na słowa Dody była natychmiastowa i wywołała lawinę komentarzy pod adresem zespołu z Italii. Fani, którzy dotąd uwielbiali Maneskin, poczuli się rozczarowani informacjami o tym, jak traktowani byli Polacy za kulisami tak prestiżowego wydarzenia. Wokalistka podkreśliła, że nie mogła dłużej milczeć, patrząc na to, jak zakłamany obraz dociera do widzów. Jej szczere wyznanie to nie tylko plotka z kuluarów, to głos osoby, która domaga się szacunku dla rodzimych pracowników show-biznesu, niezależnie od tego, jak wielka gwiazda przyjeżdża do nas z zagranicy. Po tym wyznaniu pobyt Maneskin w Sopocie już na zawsze zostanie zapamiętany nie przez pryzmat muzyki, ale przez skandaliczny styl bycia, który obnażyła jedna z najbardziej wpływowych kobiet w Polsce.