To nie był zwykły romans, to była emocjonalna burza, która do fundamentów wstrząsnęła polskim światem artystycznym. Małgorzata Potocka i Grzegorz Ciechowski stworzyli związek, który od samego początku był naznaczony piętnem skandalu, ale też niespotykaną siłą przyciągania. On, genialny lider Republiki, „Obywatel G.C.”, i ona – charyzmatyczna aktorka, reżyserka oraz ikona stylu. Gdy ich drogi się skrzyżowały, oboje byli w innych związkach, jednak siła uczucia okazała się potężniejsza niż lojalność wobec dotychczasowych partnerów. Małgorzata Potocka była wówczas żoną Józefa Robakowskiego, a Ciechowski był związany z Jolantą Muchlińską.
Ich wspólna codzienność była przeplatanką wielkiej sztuki i bolesnych rozczarowań. Potocka stała się dla muzyka nie tylko partnerką, ale i muzą, menedżerką oraz osobą, która kształtowała jego wizerunek. To była relacja totalna, w której granica między życiem prywatnym a zawodowym niemal całkowicie się zatarła. Mieszkali razem, tworzyli razem i razem stawiali czoła fali krytyki, która spadła na nich po tym, jak ich romans wyszedł na jaw. Atmosfera w ich domu była gęsta od emocji – od euforycznych momentów tworzenia po ciche dni pełne niewypowiedzianych żali. Każdy gest, każde spojrzenie było analizowane przez otoczenie, a oni trwali w tym miłosnym klinczu, wierząc, że są sobie przeznaczeni.
Sielanka nie trwała jednak wiecznie, a koniec ich związku okazał się jeszcze bardziej dramatyczny niż jego początek. Rozstanie nastąpiło w atmosferze wielkiego bólu, gdy w życiu Grzegorza pojawiła się inna kobieta – Anna Wędrowska, która pracowała u nich jako pomoc domowa. Dla Małgorzaty Potockiej był to cios prosto w serce, zdrada, której nie potrafiła pojąć ani zaakceptować. Ta historia, pełna wzlotów i upadków, do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących opowieści polskiego show-biznesu. To opowieść o dwójce ludzi, którzy kochali się za mocno i zbyt gwałtownie, by ich relacja mogła przetrwać próbę czasu, zostawiając po sobie jedynie wspomnienia i wybitne dzieła sztuki, które powstały z tego płomiennego uczucia. Nawet po latach Potocka wciąż wspomina tamte chwile z drżeniem w głosie, przyznając, że Ciechowski był miłością jej życia, choć ta miłość ostatecznie ich spaliła.
