Polska muzyka i kultura straciły dzisiaj swoje najjaśniejsze światło, które przez dekady wyznaczało kierunki i inspirowało miliony serc. Olga Kora Jackowska, niekwestionowana królowa polskiego rocka, charyzmatyczna wokalistka grupy Maanam oraz autorka tekstów, które stały się hymnami pokoleń, odeszła na zawsze. Ta tragiczna wiadomość wstrząsnęła całym krajem, budząc ogromne emocje i niedowierzanie, mimo że od lat wiedzieliśmy o jej niezwykle dzielnej, heroicznej walce z podstępną chorobą. Artystka, która zawsze była symbolem wolności, buntu i niespotykanej wrażliwości, zakończyła swoją ziemską drogę w otoczeniu najbliższych, zostawiając po sobie pustkę, której nie da się wypełnić żadnymi słowami.
Atmosfera żałoby unosi się nad każdą ulicą, a fani w całym kraju łączą się w bólu, wspominając głos, który towarzyszył im w najważniejszych chwilach życia. Kora nie była tylko piosenkarką – była zjawiskiem, ikoną stylu i intelektualnym głosem, który nigdy nie bał się mówić prawdy, nawet jeśli była ona bolesna. Jej obecność na scenie była elektryzująca, a każdy koncert stawał się niemal mistycznym przeżyciem dla zgromadzonej publiczności. W kuluarach świata artystycznego mówi się o niej jako o osobie o niespotykanej sile charakteru, która do ostatniej chwili zachowała godność i ten specyficzny błysk w oku, będący jej znakiem rozpoznawczym przez całe życie.
Walka Kory z nowotworem była śledzona przez całą Polskę z nadzieją na cud, a ona sama stała się twarzą walki o prawa pacjentów i dostęp do nowoczesnego leczenia. Jej szczerość w opowiadaniu o cierpieniu i lęku, ale także o miłości do życia i natury, kruszyła najtwardsze serca. Artystka spędziła swoje ostatnie chwile w ukochanym domu na Roztoczu, miejscu, które było dla niej azylem i źródłem spokoju. To tam, wśród bliskich i ukochanych zwierząt, dopełnił się los kobiety, która zmieniła oblicze polskiej estrady, wprowadzając na nią nową jakość, poetyckość i odwagę, jakiej wcześniej nie znaliśmy.

Teraz, gdy mikrofon na zawsze zamilkł, pozostają nam jej piosenki – nieśmiertelne utwory, które będą rozbrzmiewać tak długo, jak długo trwać będzie pamięć o wielkiej sztuce. Rodzina artystki, pogrążona w głębokim żalu, otrzymała kondolencje od najwyższych władz państwowych oraz kolegów z branży, dla których Olga Kora Jackowska była mentorką i niedoścignionym wzorem. To bolesne pożegnanie z kobietą, która kochała życie i ludzi, a swoją twórczością potrafiła leczyć dusze. Choć odeszła, jej duch pozostanie w każdym dźwięku „Boskiego Buenos” czy „Krakowskiego spleenu”, przypominając nam o tym, że prawdziwe legendy nigdy nie umierają, a jedynie przenoszą się do innej, lepszej rzeczywistości.