Tragiczna i pełna niesprawiedliwości historia Tomasza Komendy, który niesłusznie spędził 18 lat w więzieniu, doczekała się kolejnego, wyjątkowo bolesnego rozdziału. Choć sam Tomasz odszedł od nas po walce z ciężką chorobą, echa jego dramatu wciąż niosą się po sądowych korytarzach, tym razem w kontekście walki o ogromny majątek, jaki po sobie pozostawił. Sprawa spadkowa, która miała być jedynie formalnością, przerodziła się w emocjonalny poligon, na którym najwięcej cierpienia znosi jego matka, Teresa Klemańska. To właśnie ta kobieta przez niemal dwie dekady walczyła jak lwica o wolność syna, a dziś musi mierzyć się z bolesną rzeczywistością podziału dóbr w blasku fleszy i w atmosferze rodzinnego rozłamu.
Podczas ostatniego posiedzenia sądu napięcie sięgnęło zenitu. Atmosfera w sali rozpraw była tak gęsta, że można ją było niemal kroić nożem. Gdy zaczęły padać konkretne kwoty, szczegóły dotyczące nieruchomości oraz analizy prawne dotyczące tego, komu należą się miliony z odszkodowania, serce matki po prostu pękło. Teresa Klemańska, która zawsze starała się zachować godność, tym razem nie wytrzymała ciężaru wspomnień i bieżących sporów. W pewnym momencie, ku zaskoczeniu obecnych, kobieta gwałtownie wstała i ze szlochem wybiegła z sali, nie będąc w stanie słuchać dalej argumentów, które w jej oczach kalają pamięć o ukochanym synu. To był widok, który poruszył nawet najbardziej doświadczonych pracowników wymiaru sprawiedliwości.

Osoby blisko związane z rodziną podkreślają, że dla pani Teresy ta sprawa to nie tylko kwestia pieniędzy, ale przede wszystkim kolejna rana zadana jej sercu. Widok matki, która wybiega z sądu z płaczem, jest dowodem na to, że trauma związana z latami niesłusznego więzienia Tomasza oraz jego przedwczesną śmiercią wciąż jest żywa i niezagojona. Konflikty, które narosły wokół spadku, tylko potęgują ten ból. Kwoty idące w miliony złotych, które miały być dla Tomasza zadośćuczynieniem za zmarnowaną młodość, stały się teraz zarzewiem sporu, w którym emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Każda minuta spędzona na sali sądowej przypominała matce o tym, czego za żadne pieniądze nie da się kupić – o straconym czasie i zdrowiu jej dziecka.
Batalia o spadek po Tomaszu Komendzie zdaje się nie mieć końca, a każda kolejna rozprawa przynosi nowe, smutne wieści o stanie relacji w tej niegdyś tak zjednoczonej rodzinie. Teresa Klemańska, która była symbolem matczynej miłości i niezłomności, dziś jawi się jako postać tragiczna, uwięziona w machinie urzędniczej i rodzinnych nieporozumieniach. Fakt, że nie wytrzymała podczas sprawy spadkowej, pokazuje, jak wielką cenę płaci się za życie w świetle jupiterów, gdy prywatny dramat staje się publicznym widowiskiem. Wszyscy obecni w sądzie odnieśli wrażenie, że te miliony złotych, zamiast przynieść spokój, stały się dla bliskich Tomasza przekleństwem, które nie pozwala im w spokoju przeżyć żałoby.