Tomasz Stockinger, który przez lata był blisko Agnieszki Kotlanki zarówno na planie „Klanu”, jak i poza nim, w końcu zdecydował się powiedzieć głośno to, o czym plotkowano od lat w kuluarach show-biznesu. W emocjonalnej rozmowie, która szybko obiegła całą Polskę, aktor nie owijał w bawełnę – otwarcie stwierdził, że jego zdaniem to właśnie alkohol był prawdziwą przyczyną tragicznej śmierci Agnieszki Kotlanki. Słowa te padły z taką mocą i przekonaniem, że nikt nie mógł przejść obok nich obojętnie.
Agnieszka Kotlanka odeszła nagle w 2006 roku w wieku zaledwie 45 lat. Oficjalna przyczyna śmierci brzmiała zawsze tak samo – niewydolność krążeniowo-oddechowa, powikłania po ciężkiej chorobie. Ale już wtedy w środowisku krążyły szepty, że za tym wszystkim stoi coś więcej – lata nadużywania alkoholu, które powoli niszczyły jej organizm od środka. Tomasz Stockinger, który znał ją jak mało kto, bo spędzali razem mnóstwo czasu na planie, w garderobach, na bankietach i w prywatnych chwilach, teraz potwierdził te najczarniejsze plotki.
„Przypuszczam, że alkohol ją zabił. Widziałem, jak to wyglądało na co dzień. Ona piła, żeby zagłuszyć ból, stres, samotność, a to wszystko tylko przyspieszało koniec” – powiedział Stockinger z bólem w głosie. Opowiadał, że Agnieszka potrafiła przyjść na plan zmęczona, z podkrążonymi oczami, ale zawsze starała się trzymać fason. „Była niesamowitą aktorką, ale w życiu prywatnym walczyła z demonami, których nikt nie chciał widzieć. Alkohol stał się jej ucieczką, a potem pułapką” – dodał.
Według niego wszystko zaczęło się niewinnie – lampka wina po ciężkim dniu zdjęciowym, potem kieliszek więcej na imprezach branżowych, aż w końcu stało się codziennością. Stockinger wspominał momenty, kiedy próbował z nią rozmawiać, namawiał, żeby poszukała pomocy, ale Agnieszka zawsze zbywała temat żartem albo zmieniała temat. „Nie chciała pomocy. Mówiła, że sama da radę, że to tylko chwilowe. A ja patrzyłem, jak gaśnie na moich oczach” – wyznał drżącym głosem.
Śmierć Agnieszki Kotlanki była dla niego ogromnym ciosem – nie tylko jako kolegi z planu, ale jako człowieka, który naprawdę ją lubił i szanował. Po latach milczenia postanowił powiedzieć prawdę, bo jak sam tłumaczył: „Ludzie zasługują, żeby wiedzieć, co naprawdę się stało. Nie po to, żeby osądzać, tylko żeby zrozumieć, jak alkohol potrafi zniszczyć nawet najpiękniejsze życie”.
Cała ta historia wywołała falę komentarzy w sieci. Jedni dziękują Stockingerowi za odwagę, inni zarzucają mu, że mówi o zmarłej w tak bezpośredni sposób. Ale on nie cofa słów – podkreśla, że robi to z szacunku do Agnieszki i po to, żeby jej historia była przestrogą dla innych. „Ona była cudowną kobietą, wspaniałą aktorką, ale alkohol zabrał jej wszystko – zdrowie, przyszłość, życie. I to jest prawda, której nikt nie chciał powiedzieć głośno przez tyle lat”.

Tomasz Stockinger zakończył swoją wypowiedź cicho, ale stanowczo: „Agnieszka zasługuje na to, żeby jej odejście nie było owiane tajemnicą. Alkohol ją zabił – i to jest najsmutniejsza prawda, jaką mogę powiedzieć”. Te słowa wiszą teraz w powietrzu jak ciężki dym – przypominają, że za błyszczącą fasadą show-biznesu kryją się dramaty, z którymi gwiazdy zostają same. A Agnieszka Kotlanka, choć odeszła dawno, wciąż jest w sercach milionów widzów „Klanu” – i w pamięci tych, którzy widzieli, jak powoli się wypalała.
