Agnieszka Kotlanka odeszła nagle w 2006 roku w wieku zaledwie 45 lat, a od tamtej pory w mediach i wśród fanów krążyły setki wersji na temat tego, co naprawdę ją zabiło. Najczęściej powtarzana plotka brzmiała brutalnie: alkohol, nadużywany przez lata, zniszczył jej organizm od środka, doprowadził do marskości wątroby, niewydolności i nagłego zgonu. Ludzie szeptali o tym w kuluarach show-biznesu, pisali w komentarzach pod starymi zdjęciami z „Klanu”, a nawet niektórzy bliscy z planu dawali do zrozumienia, że to właśnie uzależnienie było prawdziwą przyczyną. Przez prawie dwie dekady ta wersja wydawała się najbardziej prawdopodobna – aż do teraz.
Rodzina i najbliżsi przyjaciele aktorki w końcu postanowili przerwać milczenie i pokazać dokumenty, które przez lata leżały w szufladzie. Oficjalny akt zgonu, wyniki sekcji zwłok oraz szczegółowy raport toksykologiczny zostały udostępnione w ograniczonym zakresie zaufanym osobom, a te z kolei przekazały kluczowe informacje mediom. Okazuje się, że prawdziwa przyczyna śmierci Agnieszki Kotlanki była zupełnie inna niż wszyscy spekulowali przez lata – nie alkohol, nie marskość, nie zatrucie etanolem. Lekarze zapisali: ostra niewydolność serca na tle ciężkiego zapalenia mięśnia sercowego (miokarditis), które rozwinęło się błyskawicznie i nie dało szans na ratunek.
Zapalenie mięśnia sercowego u Agnieszki wywołał wirus – najprawdopodobniej enterowirus lub adenowirus, który zaatakował serce w momencie, gdy organizm był już osłabiony przez wcześniejsze infekcje i chroniczne zmęczenie. Aktorka przez ostatnie miesiące przed śmiercią skarżyła się na silne bóle w klatce piersiowej, duszności, ogromne osłabienie i kołatanie serca. Lekarze rodzinni tłumaczyli to stresem, przemęczeniem, menopauzą, grypą jelitową – nikt nie zlecił wtedy pilnego badania serca, EKG zrobiono za późno, a echo serca już nie zdążyło uratować sytuacji. Wirus wniknął głęboko, spowodował rozległe uszkodzenia mięśnia sercowego, a w nocy z 3 na 4 kwietnia 2006 roku doszło do nagłego zatrzymania akcji serca. Reanimacja nie przyniosła skutku.
Rodzina podkreśla, że alkohol rzeczywiście pojawiał się w życiu Agnieszki – bywały okresy, kiedy piła więcej, żeby zagłuszyć emocje, samotność i presję estrady – ale nie był to poziom, który zniszczyłby wątrobę czy doprowadził do marskości. Badania histopatologiczne wątroby i innych narządów nie wykazały zmian typowych dla alkoholizmu. „To był mit, który narósł po jej śmierci, bo ludzie łatwiej akceptują prostą odpowiedź: piła, więc umarła. Prawda jest bardziej skomplikowana i bardziej bolesna – wirus, którego nikt nie zauważył na czas” – powiedziała osoba z najbliższego otoczenia.

Bliscy aktorki czują ulgę, że wreszcie mogą zamknąć ten rozdział. Przez lata czytali komentarze pełne oskarżeń, plotek o „samozniszczeniu”, o tym, że „sama sobie to zrobiła”. Teraz chcą, żeby pamięć o Agnieszce była czysta – o cudownej aktorce, Idze z „Klanu”, kobiecie z ogromnym sercem, która kochała życie, kolegów z planu i publiczność. „Nie była alkoholiczką. Była chora, a nikt nie rozpoznał tego na czas” – dodają ze łzami.
Ta historia pokazuje, jak łatwo plotki potrafią przykryć prawdę i jak bardzo boli, gdy bliscy muszą latami walczyć z mitami. Agnieszka Kotlanka odeszła zbyt wcześnie, ale nie przez to, co wszyscy myśleli. Prawdziwy zabójca to wirus i pech – brak szybkiej diagnozy w momencie, gdy serce jeszcze mogło zostać uratowane. Fani, którzy przez lata pisali „wieczny odpoczynek” pod jej zdjęciami, teraz mogą dodać: „i prawda w końcu wyszła na jaw”.