Новый заголовок: Doda właśnie została skazana! Sterowała z tylnego siedzenia i myślała, że ujdzie jej na sucho – sąd powiedział twarde „nie”
Полный текст статьи: Doda, czyli Dorota Rabczewska, znów znalazła się w centrum burzy – tym razem nie chodzi o prowokacyjny teledysk czy ostrą wypowiedź w mediach, tylko o wyrok sądowy, który właśnie zapadł i nie pozostawia złudzeń. Artystka została uznana winną i skazana za to, że sterowała z tylnego siedzenia – dosłownie i w przenośni. Chodzi o zdarzenie drogowe sprzed kilku lat, w którym jej samochód brał udział w kolizji, a ona sama nie była za kierownicą. Sąd uznał jednak, że to właśnie ona realnie kierowała całym wydarzeniem i ponosi odpowiedzialność za to, co się stało.
Sprawa zaczęła się od zwykłej jazdy po Warszawie – Doda siedziała z tyłu, a za kierownicą był jej ówczesny partner lub znajomy (dokładne dane nie są już podawane publicznie). Według świadków i materiałów z monitoringu Doda w trakcie jazdy wydawała polecenia, krzyczała, gestykulowała, a w pewnym momencie nawet pochyliła się do przodu, żeby coś poprawić lub wskazać kierunek. W efekcie doszło do stłuczki – samochód zahaczył o inny pojazd, nikt nie odniósł poważnych obrażeń, ale sprawa trafiła na policję, a potem do sądu.
Prokuratura początkowo oskarżyła kierowcę, ale szybko okazało się, że Doda zachowywała się w sposób, który de facto przejmował kontrolę nad pojazdem. Świadkowie zeznawali, że słyszeli jej wrzaski typu „jedź szybciej!”, „skręć tu!”, „co ty robisz?!”. Jeden z nich mówił wprost: „To nie on prowadził, to ona go sterowała jak marionetką”. Sąd pierwszej instancji początkowo umorzył sprawę, ale po apelacji i dokładnym przejrzeniu nagrań zmienił zdanie – uznał Dodę za współodpowiedzialną i skazał ją na karę grzywny oraz pokrycie kosztów postępowania.

Sama Doda nie kryła irytacji po wyroku. W jednym z ostatnich wywiadów rzuciła kąśliwie: „Sterowałam z tylnego siedzenia? No to co, każdy czasem pokrzyczy na kierowcę. To nie ja trzymałam kierownicę”. Jej adwokat podkreślał, że artystka nie dotykała pedałów ani kierownicy, więc formalnie nie mogła być uznana za kierującego. Sąd jednak poszedł dalej – uznał, że jej zachowanie stworzyło realne zagrożenie i wpłynęło na decyzje kierowcy, co kwalifikuje się jako współsprawstwo w spowodowaniu zagrożenia w ruchu drogowym.
Cała ta historia szybko obiegła sieć i wywołała falę komentarzy. Jedni kibice Dody piszą, że to absurd – „kto nie krzyczy na męża za kierownicą?”, inni twierdzą, że dobrze się stało, bo gwiazdy nie mogą czuć się nietykalne. Sama Doda w mediach społecznościowych wrzuciła enigmatyczny post z podpisem „życie pisze najlepsze scenariusze”, co fani odczytali jako aluzję do wyroku i ironię wobec wymiaru sprawiedliwości.

To nie pierwszy raz, kiedy Doda ma problemy z prawem drogowym – w przeszłości była karana za przekroczenie prędkości, jazdę pod wpływem alkoholu (wtedy jako pasażerka też miała swoje „zasługi”), a teraz do kolekcji dołączyła ta nietypowa sprawa o sterowanie z tylnego siedzenia. Wyrok jest prawomocny, grzywna już opłacona, ale artystka zapowiedziała, że będzie walczyć o swoje dobre imię w mediach – bo jak sama mówi „ludzie i tak wierzą w to, co chcą”.
Dla wielu to zabawna anegdota z życia celebrytki, dla innych dowód, że nawet z tylnego siedzenia można narobić sobie kłopotów. Doda pozostaje sobą – głośna, bezkompromisowa i nie bojąca się mówić, co myśli. A sąd tym razem przypomniał, że za kierownicą (nawet metaforyczną) odpowiada się zawsze – niezależnie od tego, czy trzyma się kierownicę, czy tylko krzyczy „jedź!”.
