Doda, czyli Dorota Rabczewska, znów znalazła się po przegranej stronie w sądzie – tym razem chodzi o proces z byłym narzeczonym Emilem Haidarem, w którym oskarżał ją o zastraszanie, groźby i próby zmuszenia go do milczenia. Sąd pierwszej instancji, a potem apelacyjny, uznał roszczenia Emila za zasadne – Doda została uznana winną i musi ponieść konsekwencje finansowe oraz oficjalnie przeprosić byłego partnera. Wyrok jest prawomocny, a wokalistka nie kryje rozgoryczenia, bo jak sama mówi: „To nie ja go zastraszałam, to on mnie niszczył przez lata”.
Cała sprawa sięga czasów ich burzliwego związku – Doda i Emil Haidar byli razem kilka lat, mieszkali pod jednym dachem, pojawiali się razem na czerwonych dywanach i w mediach. Miłość była głośna, ale i toksyczna – pełne oskarżeń wywiady, nagłe rozstania, powroty, a potem prawdziwa wojna po zerwaniu. Emil twierdził, że po rozstaniu Doda zaczęła go nękać: dzwoniła w środku nocy, wysyłała groźne wiadomości, groziła ujawnieniem intymnych szczegółów z ich życia, a nawet sugerowała, że może zaszkodzić jego biznesowi i reputacji. Według niego robiła to wszystko, żeby zmusić go do milczenia na temat tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami.
Doda konsekwentnie odpierała te zarzuty – mówiła, że to Emil ją szantażował, wykorzystywał jej sławę, brał pieniądze na swoje projekty, a po rozstaniu próbował ją zniszczyć, sprzedając mediom półprawdy i kłamstwa. Twierdziła, że wszelkie rozmowy i wiadomości były wyjęte z kontekstu, a ona nigdy nie groziła mu fizycznie ani nie chciała go skrzywdzić. „To on mnie terroryzował emocjonalnie przez lata, a teraz gra ofiarę” – powtarzała w wywiadach.
Sąd jednak poszedł w stronę Emila. Przeanalizowano dziesiątki wiadomości, nagrań rozmów telefonicznych, zeznań świadków i korespondencji mailowej. Kluczowe okazały się konkretne sformułowania, które Doda wysyłała do byłego – frazy typu „jak nie przestaniesz, to pożałujesz”, „wiem rzeczy, które mogą cię zniszczyć”, „lepiej milcz, bo pożałujesz”. Nawet jeśli nie było w nich bezpośredniej groźby przemocy, sąd uznał, że miały charakter zastraszający i wywierały presję psychiczną. Doda została skazana na zapłatę zadośćuczynienia w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych oraz na opublikowanie przeprosin w mediach w określonej formie.
Po wyroku Doda nie milczała długo – w mediach społecznościowych wrzuciła emocjonalny wpis: „Sprawiedliwość? W tym kraju? Śmieszne. Ale ja się nie poddam”. Jej fani piszą tysiące komentarzy wsparcia, nazywają wyrok niesprawiedliwym i politycznym, inni twierdzą, że w końcu ktoś postawił granicę jej zachowaniom. Emil Haidar na razie nie komentuje publicznie – jego prawnik potwierdził tylko, że wyrok jest satysfakcjonujący i że klient czuje ulgę po latach walki.
Kim tak naprawdę jest Emil Haidar? To biznesmen, producent i były partner kilku znanych kobiet z show-biznesu. Poznał Dodę w 2016 roku – szybko stali się parą, która nie schodziła z pierwszych stron gazet. Po rozstaniu próbował budować własną karierę w mediach, ale głównie kojarzony jest właśnie z Dodą i ich głośnymi kłótniami. Dla wielu to typowy „były celebrytki”, który wykorzystuje sławę partnerki, ale wyrok sądu pokazuje, że tym razem to on wyszedł zwycięsko z batalii o dobre imię.

Cała ta historia to kolejny rozdział w życiu Dody – kobiety, która zawsze była głośna, bezkompromisowa i nie bała się mówić, co myśli. Tym razem sąd powiedział „dość” i uznał, że granica została przekroczona. Dla jednych to sprawiedliwość, dla drugich – kolejna próba zniszczenia silnej kobiety. Jedno jest pewne: wojna Dody i Emila Haidara jeszcze długo nie zejdzie z ust Polaków.