Dorota Rabczewska, znana jako Doda, właśnie otrzymała ostateczny cios od wymiaru sprawiedliwości – Sąd Apelacyjny podtrzymał w całości wyrok pierwszej instancji i uznał ją winną sterowania z tylnego siedzenia pojazdem, co doprowadziło do kolizji drogowej. Sprawa, która wydawała się absurdalna na początku, skończyła się prawomocnym skazaniem – Doda musi zapłacić grzywnę, pokryć koszty postępowania i publicznie przeprosić pokrzywdzonego kierowcę. Wyrok jest ostateczny, apelacja odrzucona, a artystka nie ma już możliwości odwołania się w zwykłym trybie.
Wszystko wydarzyło się kilka lat temu w Warszawie. Doda siedziała na tylnej kanapie swojego samochodu, a za kierownicą był jej ówczesny partner lub znajomy. Według materiałów z monitoringu i zeznań świadków w trakcie jazdy artystka wydawała polecenia, krzyczała, gestykulowała, pochylała się do przodu, wskazywała kierunek i wywierała presję na prowadzącego. W efekcie doszło do stłuczki – samochód zahaczył o inny pojazd. Nikt nie odniósł poważnych obrażeń, ale sprawa trafiła na policję, a potem do sądu jako spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym.
Prokuratura początkowo oskarżyła kierowcę, ale szybko okazało się, że kluczową rolę odegrała właśnie Doda. Świadkowie mówili wprost: „To ona nim sterowała jak marionetką”, „Krzyczała ‘jedź szybciej’, ‘skręć tu’, ‘co ty robisz’ – on nie miał wyboru”. Nagrania z telefonu jednego ze świadków pokazały, jak Doda pochyla się między przednimi fotelami, macha rękami i wydaje komendy. Sąd uznał, że choć nie dotykała kierownicy ani pedałów, jej zachowanie miało decydujący wpływ na sposób prowadzenia pojazdu i stworzyło realne zagrożenie.
Sąd pierwszej instancji skazał Dodę na grzywnę w wysokości kilku tysięcy złotych oraz na pokrycie kosztów sądowych. Adwokat artystki odwołał się, argumentując, że pasażer nie może być uznany za kierującego, a wszelkie polecenia to tylko „typowa dynamika w aucie”. Sąd Apelacyjny jednak nie dał się przekonać – podtrzymał wyrok w całości i dodał, że „zachowanie oskarżonej miało charakter współsprawstwa poprzez nakłanianie i wywieranie presji psychicznej na kierującego”. Nakazano też Dodzie opublikowanie przeprosin w mediach w określonej formie – treść ma być zatwierdzona przez sąd.
Po ogłoszeniu wyroku Doda nie kryła emocji. W mediach społecznościowych wrzuciła krótki wpis: „Sprawiedliwość w Polsce? Śmieszne. Ale życie toczy się dalej”. Jej fani natychmiast ruszyli do obrony – piszą „absurdalny wyrok”, „każdy krzyczy na kierowcę”, „to polowanie na Dodę”. Z drugiej strony pojawiają się głosy: „Dobrze, że nikt nie jest nietykalny”, „wreszcie ktoś powiedział, że pasażer też odpowiada za chaos w aucie”. Sama artystka nie zamierza więcej komentować – skupia się na koncertach i nowym materiale, ale wyrok zostaje w aktach i będzie wracał za każdym razem, gdy ktoś zapyta o jej „problemy z prawem”.

To już nie pierwszy raz, kiedy Doda ma kłopoty drogowe – w przeszłości była karana za prędkość, jazdę pod wpływem (jako pasażerka też miała swoje „zasługi”), a teraz do listy dołączyła ta nietypowa sprawa o sterowanie z tylnego siedzenia. Sąd przypomniał, że w ruchu drogowym odpowiada się nie tylko za kierownicę, ale też za to, co się robi i mówi w aucie. Doda wychodzi z tego z karą finansową i symbolicznym przegranym – ale jak zawsze, podniesie głowę i pójdzie dalej swoją drogą.