Adrian, którego poznaliśmy jako ciepłego i uśmiechniętego uczestnika programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, przechodzi właśnie jeden z najtrudniejszych etapów swojego życia – kolejna seria chemoterapii po nawrocie glejaka wielopostaciowego mocno dała mu w kość, ale najnowsze wyniki badań krwi przyniosły prawdziwy powiew optymizmu. Bliscy i on sam nie kryją, że to właśnie te liczby pozwalają im zachować wiarę, że jeszcze nie wszystko stracone, mimo że organizm jest wyczerpany do granic możliwości.
Po ostatniej operacji i wznowie guza Adrian wrócił do intensywnego leczenia onkologicznego. Chemioterapia w wysokich dawkach, podawana w cyklach co kilka tygodni, to prawdziwy rollercoaster – dni, kiedy czuje się jak nowo narodzony, przeplatają się z takimi, w których nie jest w stanie wstać z łóżka. Najnowszy cykl zakończył niedawno i sam przyznaje, że nigdy wcześniej nie czuł się tak osłabiony. „Nogi jak z waty, ręce drżą, głowa pęka, a czasem po prostu leżę i patrzę w sufit, bo nie mam siły nawet na telefon” – opisał szczerze w jednej z rozmów z bliskimi, którzy przekazali jego słowa dalej.
Mimo tego wszystkiego kontrolne badania krwi, które zrobiono zaraz po zakończeniu podawania leków, zaskoczyły pozytywnie nawet lekarzy. Parametry wątrobowe wróciły prawie do normy, płytki krwi i leukocyty są na tyle wysokie, że organizm radzi sobie lepiej, niż się spodziewano po tak ciężkim cyklu. Hemoglobina też nie spadła dramatycznie, co oznacza, że nie grozi mu teraz pilna transfuzja. To właśnie te wyniki krwi stały się dla Adriana i jego rodziny maleńkim światełkiem w tunelu – dowodem, że ciało jeszcze walczy i nie poddaje się tak łatwo.
Rodzice Adriana są przy nim przez całą dobę. Mama gotuje lekkie, odżywcze zupy, kroi owoce na małe kawałki, bo Adrian je teraz tylko po trochu, pomaga mu wstać i dojść do łazienki. Tata zajmuje się lekami, pilnuje godzin podawania i rozmawia z lekarzami. „On jest naszym wojownikiem, ale my też musimy być silni za dwoje” – mówią ze łzami w oczach. Dodają, że Adrian mimo osłabienia stara się zachować humor – żartuje z siebie, że wygląda jak „duch z peruką po chemioterapii”, ale kiedy widzi dobre wyniki, na jego twarzy pojawia się ten sam uśmiech, który podbił serca widzów programu.

Sam Adrian podkreśla, że te dobre parametry krwi to dla niego paliwo do dalszej walki. „Wiem, że guz jest nadal, wiem, że to nie koniec, ale jak widzę, że krew się poprawiła, to myślę: organizm jeszcze daje radę, to ja też dam radę” – wyznał cicho. Opowiada, że dni po chemii są najgorsze – mdłości trwają nawet kilka dni, smak w ustach jest metaliczny, wszystko śmierdzi chemią, a sen przychodzi tylko na kilka godzin. Ale kiedy mija najgorsze, zaczyna wstawać, robi kilka kroków po pokoju, siada przy oknie i patrzy na świat. Te małe rzeczy – wschód słońca, śpiew ptaków, wiadomość od fana – stają się dla niego największą motywacją.
Fani nie zapomnieli o nim. Co chwilę przychodzą paczki z ulubionymi herbatami, kocami, książkami na audiobooki, bo oczy Adriana męczą się przy czytaniu. Piszą listy, w których dziękują mu za to, że pokazał, jak wygląda prawdziwa siła. On sam czyta je głośno rodzicom, a potem płacze ze wzruszenia. „Nie miałem pojęcia, że tyle ludzi trzyma za mnie kciuki. To mnie naprawdę podnosi” – powtarza.
Lekarze są ostrożni – mówią, że dobre wyniki krwi to ważny sygnał, ale nie zmieniają głównego obrazu choroby. Glejak pozostaje groźny, terapia jest paliatywna, a każdy cykl to ryzyko. Mimo to Adrian i jego bliscy chwytają się tej nadziei jak liny ratunkowej. Planują małe rzeczy: może spacer do ogrodu, jeśli siły pozwolą, może krótki filmik do fanów, żeby pokazać, że wciąż jest i walczy. On wierzy, że dopóki organizm daje znaki, że potrafi się regenerować, dopóty jest szansa na kolejny dzień, kolejny tydzień, może nawet miesiąc więcej.
Ta historia Adriana to nie tylko opowieść o walce z rakiem – to dowód, że nawet w najciemniejszych chwilach dobre wyniki, wsparcie bliskich i miłość tysięcy nieznajomych potrafią zdziałać cuda. On sam mówi: „Jestem osłabiony, ale nie złamany. Jeszcze nie teraz”. I te słowa brzmią jak obietnica, że będzie walczył do samego końca.