Ewa Kasprzyk, jedna z najbardziej charyzmatycznych i cenionych polskich aktorek, w ostatnich latach mocno przewartościowała swoje życie zawodowe i zaskoczyła nawet najbliższych. Dziś, gdy wspomina moment, w którym podjęła decyzję o odejściu z etatu w Teatrze Kwadrat, jej słowa brzmią jak manifest niezależności i śmiałości w sięganiu po własne marzenia. Ta historia zaczęła się około 2018 roku, kiedy to Kasprzyk, mając ponad sześćdziesiąt lat, postanowiła przekroczyć granice własnej strefy komfortu i zrezygnować z „ciepłej posadki”, którą tak wiele osób uważało za gwarancję spokoju i stabilności.
W swoim najnowszym wywiadzie aktorka wróciła pamięcią do tamtego przełomowego momentu i opowiedziała, jak wiele osób w jej otoczeniu nie kryło zdziwienia i otwartego sprzeciwu wobec jej decyzji. „W dniu, kiedy przeszłam na tzw. – nie lubię tego słowa – emeryturę, po prostu rzuciłam etat w Teatrze Kwadrat. Wszyscy mówili: ‘Ty chyba zwariowałaś! Jak zarobisz, gdzie będziesz pracować?’. Mówili mi: ‘Siedź, masz dobrą posadkę i pilnuj jej’. A ja mówię: ‘No to zobaczymy’” – wspominała Kasprzyk z charakterystycznym uśmiechem i dystansem do opinii innych.
Dla aktorki ten krok nie był jedynie symboliczną zmianą zatrudnienia, ale początkiem nowego etapu w życiu zawodowym. Zrezygnowanie z etatu pozwoliło jej otworzyć drzwi do różnorodnych projektów filmowych, serialowych i telewizyjnych, w tym angażu jako jurorka w popularnym show „Taniec z gwiazdami”. To właśnie ta współpraca i zaangażowanie w niezależne przedsięwzięcia sprawiły, że Kasprzyk zyskała nową pozycję artystyczną i finansową — taką, którą teraz sama określa jako „luksusową” w sensie wolności wyboru i komfortu życia.

Aktorka otwarcie podkreśliła, że opinie sceptyków nie złamały jej determinacji. Wręcz przeciwnie — były dla niej motywacją, by udowodnić, że nie ma jednego słusznego sposobu na życie i szczęście. „To jest tak — zamykasz drzwi i okno się otwiera. Tak jest w przypadku wielu osób, które nie boją się tego zrobić. Myślę, że uwalniasz jakąś energię, jest ci źle, jesteś w jakimś układzie (…) Ciężko jest mi teraz sobie wyobrazić, że ja jestem pod czyimś pantoflem” — mówiła z pasją, podkreślając, jak bardzo ważne było dla niej odzyskanie kontroli nad własnym czasem i karierą.
Ewa Kasprzyk zaznaczyła też, że jej decyzja wpłynęła na jej sposób myślenia o pracy i życiu. Dziś, po latach, nie żałuje, że odważyła się zrezygnować z etatu, a wręcz przeciwnie — uważa ten krok za jeden z najbardziej znaczących momentów swojej kariery. Dzięki temu może realizować się w projektach, które naprawdę ją fascynują, a jednocześnie cieszyć się większą autentycznością i niezależnością, jakiej wielu dawnych krytyków prawdopodobnie się nie spodziewało.
