Po latach głośnych sądowych batalii o alimenty między byłym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem a jego byłą żoną Izabelą Olchowicz-Marcinkiewicz wreszcie zapadł prawomocny wyrok, który miał zakończyć ten medialny konflikt i zamknąć temat raz na zawsze. Jednak zupełnie niespodziewanie — i z dużym impetem — sama zainteresowana nie zamierza odpuścić tej sprawy, co tylko dolewa oliwy do ognia w kolejnym rozdziale ich burzliwego rozstania.
Walka o alimenty między Izabelą Olchowicz-Marcinkiewicz a Kazimierzem Marcinkiewiczem trwała blisko dziesięć lat i przez długi czas była jednym z najczęściej komentowanych w polskich mediach tematów związanych z życiem prywatnym byłych polityków. Związek tej pary sam w sobie był szeroko omawiany — poznali się w 2008 roku, a różnica wieku wynosząca ponad 20 lat przyciągała uwagę opinii publicznej. Po ślubie w Barcelonie w 2009 roku ich relacja nie przetrwała trudów codzienności i zakończyła się rozwodem w 2018 roku, po którym rozpoczęła się długa batalia o wsparcie finansowe dla Izabeli.

Przez wiele lat Marcinkiewicz był zobowiązany do wypłacania byłej żonie alimentów w wysokości około 4 500 zł miesięcznie, co miało zapewnić jej środki na życie, szczególnie ze względu na ograniczenia ruchowe, których doznała po poważnym wypadku w 2014 roku. Dopiero teraz, po ostatecznej decyzji sądu — która została ogłoszona 20 stycznia 2026 roku — jego obowiązek alimentacyjny został zniesiony, a wyrok pierwszej instancji stał się prawomocny. To oznacza, że były premier oficjalnie nie musi już płacić alimentów na rzecz byłej żony.
W mediach społecznościowych Marcinkiewicz nie krył ulgi i po latach walki napisał, że czuje się wolny od zobowiązań, które przez wiele lat ciążyły na jego życiu. Wyraził również refleksje na temat minionych wydarzeń i podziękował osobom, które go wspierały w tym czasie.
Jednak finał tej historii wcale nie wygląda na zamknięty. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz za pośrednictwem swojej prawniczki mec. Martyny Kalinowskiej-Chandu przekazała, że mimo prawomocnego zakończenia postępowania nie zgadza się z rozstrzygnięciem i nie wyklucza podjęcia kolejnych kroków prawnych. W oficjalnym oświadczeniu mecenas podkreśliła, że sąd oparł swoją decyzję głównie na upływie czasu od rozwodu, co jej klientka uznaje za jednostronne i niesprawiedliwe spojrzenie na sprawę. Dlatego rozważane są nawet nadzywczajne środki zaskarżenia, w tym możliwość złożenia skarżenia do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
To oznacza, że konflikt, który zdawał się zakończony prawomocnym wyrokiem sądu, w praktyce może dopiero zyskać nowy rozdział — tym razem na arenie międzynarodowej. Przez lata oboje byli małżonkowie konsekwentnie bronili swoich racji przed polskimi sądami, ale teraz wygląda na to, że Izabela nie zamierza odpuścić i jest gotowa kontynuować walkę, by doprowadzić do zmiany decyzji, którą odbiera jako niesprawiedliwą i ignorującą jej zdrowotne ograniczenia i sytuację życiową.
Wielu komentatorów i internautów obserwuje całą sytuację z zaciekawieniem, zastanawiając się, czy ta z pozoru zakończona sprawa faktycznie zostanie definitywnie zamknięta, czy też przerodzi się w długotrwały proces na szczeblu europejskim. Jedno jest pewne — konflikt między Izabelą a Kazimierzem Marcinkiewiczem wciąż nie daje o sobie zapomnieć, a jego kolejne sentencje nadal przyciągają uwagę opinii publicznej.