Z długimi, białymi włosami opadającymi kaskadami na ramiona i bujną, krzaczastą brodą, większość ludzi zakładała, że ma dobrze po sześćdziesiątce. W rzeczywistości był znacznie młodszy.
Przez lata trzymał się tego samego zaniedbanego wyglądu – stylu, który już nie odzwierciedlał jego wewnętrznego samopoczucia. Stał się nawykiem, a nie wyborem.
Aż pewnego dnia, nikomu nie mówiąc, po cichu poszedł do zakładu fryzjerskiego i poprosił o całkowitą metamorfozę.
Transformacja zaczęła się od brody. Stylista przyciął ją do schludnego, nowoczesnego zarostu. Następnie przyszła kolej na włosy – krótko przycięte, schludnie ułożone po bokach i ułożone prosto, ale ostro.
Z każdym pociągnięciem pędzla wyłaniała się nowa wersja jego osoby. Jego twarz stopniowo odżywała – linia żuchwy stała się wyraźniejsza, oczy jaśniejsze, a skóra zdawała się promieniować nową witalnością.
Kiedy ostatnie włosy spadły na podłogę, nawet on ledwo rozpoznał mężczyznę w lustrze.
Wyglądał o wiele młodziej – pełen energii, pewności siebie i lekkości ducha. Kiedy jego przyjaciele i rodzina go zobaczyli, większość była oszołomiona. Niektórzy w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że to on.
To nie była tylko zmiana stylu. To była transformacja, która ujawniła pełną życia osobę, którą zawsze był w głębi.
I powitał ten nowy rozdział z otwartymi ramionami.