Myślałem, że znam każdy zakątek mojego ogrodu. Ale tego dnia, kiedy podniosłem zwykły liść, doznałem szoku.
Tam, w cieniu, leżały maleńkie, błyszczące skupiska, prawie niewidoczne.
Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że to, co widziałem, mogło narazić na niebezpieczeństwo moje zwierzęta… a nawet moją rodzinę.
To, co odkryłem, nauczyło mnie być bardziej czujnym i nigdy nie tracić czujności. Za tymi pozornie niegroźnymi drobiazgami kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.

Szybko zdałem sobie sprawę, że jaja te stanowią prawdziwy sygnał alarmowy: w pobliżu znajdowały się kleszcze.
Moją pierwszą zasadą podczas ich szukania jest to, żeby nigdy nie dotykać ich gołymi rękami.
Zawsze zakładam rękawiczki, ostrożnie zbieram je, wkładam do szczelnego worka i wyrzucam – spalam lub zamrażam na kilka dni.

Dezynfekuję również to miejsce i zachowuję czujność, ponieważ tam, gdzie są jaja, zwykle pojawiają się również inne roztocza.
Aby zapobiec ich powrotowi, stosuję kilka prostych środków: regularnie koszę trawnik i przycinam krzewy, aby pozbyć się ich kryjówek.

Sadzę również zioła odstraszające szkodniki, takie jak lawenda, rozmaryn, mięta pieprzowa i czosnek, które naturalnie odstraszają szkodniki i dodają ogrodowi zapachu.
Po każdym spacerze badam swoje zwierzęta, szczególnie za uszami, pod łapami i wokół szyi, aby wykryć kleszcze zanim się przyczepią.

Na koniec kontroluję wilgotność poprzez poprawę drenażu i usuwanie stojącej wody, ponieważ roztocza uwielbiają wilgotne miejsca.
Dzięki temu, że zareagowałam szybko po odkryciu jaj i starannie pielęgnowałam ogród, udało mi się znacznie ograniczyć ryzyko.
Jeśli problem będzie się powtarzał, nie wahaj się skontaktować ze specjalistami.
