Kiedy Jennifer Rowland odebrała telefon, który miał zmienić ścieżkę, jaką obierze jej życie, przeżywała grudniowy dzień w sposób, który poza tym nie wyróżniał się niczym szczególnym. W wieku dwudziestu lat jej syn, Davin, miał wypadek samochodowy.
Jak wspomina Jennifer w ekskluzywnym wywiadzie dla People, „To był piątek, godzina dziesiąta rano”, miała na myśli godzinę. Ponieważ jestem pielęgniarką i konsultantką laktacyjną, byłam w tym czasie obecna w szpitalu. Pomimo tego, że byłam z pacjentem, mój telefon nadal dzwonił i nie odebrałam, dopóki nie zorientowałam się, że dzwoni bezpośredni przełożony mojego syna.
18-kołowy samochód ciężarowy wyjechał przed pojazd roboczy Davina, gdy ten jechał na plac budowy. Davin, który pracował jako geodeta w firmie inżynieryjnej, gdy nie studiował, jechał na plac budowy. Gdy ciężarówka, w której Davin był pasażerem, nagle zjechała na bok, zderzyła się z tyłem naczepy. Strona pasażera była jedyną stroną, która ucierpiała w wypadku.
„Jego szef powiedział, że doszło do strasznego wypadku, że pracują nad wydostaniem Davina z pojazdu i że spotka się z nami w ośrodku traumatologicznym w Memphis, oddalonym o około 20 mil” – powiedziała agencji informacyjnej.
Podczas gdy Jennifer była w samym środku lawiny emocji, skontaktowała się ze swoim mężem, Davidem, i oboje pojechali razem. Podczas gdy wszystko się działo, ich dziecko było w swojej własnej podróży, która zaczęła się od tego, że utknął w ciężarówce na około godzinę, podczas gdy ratownicy użyli szczęk życia, aby wyciągnąć go z pojazdu.
„Mała społeczność w delcie Missisipi była miejscem, w którym doszło do wypadku. Jennifer wyjaśnia, że z powodu zachmurzenia nie mogli użyć helikoptera, aby przetransportować go do szpitala. „Więc dotarcie do szpitala karetką zajęło mu około półtorej godziny”.

Właśnie w tych pierwszych, pełnych cierpienia godzinach Jennifer i David doświadczyli wielu, jak to teraz nazywają, „cudownych” zdarzeń, chociaż wówczas nie byli tego świadomi.
„Chociaż zespół lotniczy nie mógł latać helikopterem, przybyli karetką, aby pomóc” – cytuje się Jennifer. Ratownik medyczny, który nie był na służbie w chwili wypadku, również o tym usłyszał, przybył na miejsce i dołączył do Davina w ciężarówce. Pomimo faktu, że był zaplątany w tę masę metalu, udało im się dotrzeć do jego twarzy i ramienia, co pozwoliło mu podać mu tlen i wenflon.
Gdy tylko Jennifer i Davidowi udało się nawiązać kontakt z personelem medycznym szpitala, przekazano im informację, której obawiali się najbardziej: pacjent był w śpiączce i personel medyczny niewiele mógł zrobić, aby uratować mu życie.
David nie był otwarty na moje pytania. Jennifer pamięta, że nie tylko jego źrenice były nierówne, ale także, że przybierał postawę, co oznacza, że jego ramiona i nogi wykonywały czynności charakterystyczne dla uszkodzenia mózgu. „Postawili nam najgorszą diagnozę: wyniszczający uraz neurologiczny”. Jeden z lekarzy zalecił nawet rozważenie opieki paliatywnej.
Nie ma mowy, żeby David i Jennifer zgodzili się na taki pomysł.
„Nasza wiara nie pozwoliłaby nam myśleć o najgorszym” – wyjaśnia mi.
Po około dwudziestu czterech godzinach perspektywy się zmieniły. Podczas gdy Davin pozostawał w śpiączce, neurochirurg poinformował parę, że nie znalazł żadnych dowodów sugerujących, że cierpiał na niedobór tlenu w mózgu, który lekarze wcześniej uważali za jego stan.
Jennifer wyjaśnia: „Ten neurochirurg dał nam pierwszą nadzieję” i ma rację. To on powiedział: „Mam dla niego nadzieję. Jest młody i zdrowy”.


Pomimo tego Davin miał wybudzić się ze śpiączki po długim okresie rekonwalescencji.
„Spodziewałam się, że będzie jak w filmach, gdzie ich oczy się otwierają i mówią: 'Jak ja się tu znalazłam?’” – powiedziała Jennifer. „To wcale nie jest tak. To manifestacja, która jest niezwykle delikatna i bardzo powolna. Na początku pojawiłoby się małe mrugnięcie oka… Jedyne, co bym powiedziała, to: „Panie, pozwól mi zobaczyć białka jego oczu i pozwól mi jeszcze raz zobaczyć oczy mojego dziecka”.
W końcu otworzyli drzwi. Ponadto w następnym tygodniu otworzyli je trochę bardziej, a Davin przeprowadził inspekcję pokoju. Następnie zaczął kręcić palcami u stóp w odpowiedzi na rozkaz. Następnie nastąpiła jeszcze głębsza zmiana.
„Minęło prawdopodobnie dwa i pół tygodnia od momentu, gdy zaczął otwierać oczy, zanim naprawdę się obudził i nigdy nie zapomnę tego momentu” – mówi Jennifer. „Było tak wiele rzeczy, które zrobił, że lekarze mówili: 'Och, to tylko odruchy’. Jednak pewnego razu poprosiłam go, żeby pokazał mi kciuk do góry, a jego kciuk po prostu przeleciał przez powietrze. Szczerze mówiąc, nie można odmówić kciukowi do góry. To wcale nie jest odruch”.
Według Jennifer, Davin doznał złamania szczęki w dwóch różnych miejscach, a także części nosa i okolicy za okiem, ale wszystkie te obrażenia „w zasadzie zagoiły się same”. To uszkodzenie mózgu wzbudziło największe obawy.
Po spędzeniu 41 dni w ośrodku urazowym, najpierw skierowano go na oddział opieki długoterminowej, a wkrótce potem przeniesiono do Shepherd Center w Atlancie, ośrodka specjalizującego się w rehabilitacji pacjentów z urazami mózgu i rdzenia kręgowego.
Mimo że lekarze początkowo przewidywali, że Davin nigdy nie będzie chodził, udało mu się wrócić do chodzenia bez żadnej pomocy dopiero po ośmiu miesiącach od wypadku.
Według Davina, ojca Davina, „Wysłali nas z balkonikiem”, powiedział PeopleMagazine. W ciągu dwóch tygodni przeszedł z używania go na używanie laski. Po kolejnych dwóch tygodniach w końcu był w stanie chodzić bez żadnej pomocy.
Jennifer kontynuuje opowiadanie o swoich emocjach, mówiąc: „To było jak dziecko uczące się chodzić”. Kiedy mówiłem: „Zrób krok w moją stronę”, wyciągałem ramiona, a on je przyjmował, a ja płakałem i cieszyłem się jednocześnie. To było tak, jakby wszystko się powtórzyło, stawiając pierwsze kroki.
Te wczesne chwile stały się definiującymi cechami rehabilitacji Davina. Obejmują one jego pierwszy uśmiech, pierwszy chichot i pierwsze „Cześć, mamo”, które wszystkie przypominają mu o byciu nastolatkiem, którym był nieustannie.

Według Davina, który rozmawiał z magazynem PEOPLE łagodnym głosem, do jego powrotu do zdrowia przyczynili się również jego dwaj bracia, z których jeden ma 18 lat, a drugi 14, a także jego narzeczona.
Jego słowa brzmią: „Radzą sobie dobrze”.
Teraz, gdy ich życie uległo nieodwracalnej zmianie, rodzice Davina wyrazili optymizm co do przyszłości, pomimo faktu, że przyznają, że harmonogram został zmieniony. Davin, który wcześniej próbował zapisać się do college’u społecznościowego, został przyjęty na Mississippi State University i zamierzał zapisać się tam w następnym roku akademickim. W tym momencie plan ten został zawieszony; niemniej jednak rodzina nadal jest przekonana, że to tylko kwestia czasu, aż zapisze się do szkoły.
„Po prostu patrzeć, jak przezwycięża trudności… Jego nastawienie jest niesamowite” – dodaje Jennifer w odpowiedzi. „Ze wszystkich rzeczy, które mogą go zdenerwować, nigdy nie okazywał takiego gniewu. Inspirujące, nie tylko dla nas, ale i dla wielu innych osób.
Według Davida, który zgadza się z tym stwierdzeniem, „Jeśli usłyszeliśmy to raz, usłyszeliśmy to milion razy: powrót do zdrowia to maraton, nie sprint”. Wierzymy, że jest on w stanie całkowicie wyzdrowieć. Cierpliwość, czas i wysiłek to niezbędne składniki. Co więcej, ma to wszystko”.